Brazylia zadziwia świat. Emituje pieniądze narodowe i lokalne (kurs 1:1). Stała się pierwszą potęgą gospodarczą Ameryki Łacińskiej i piątą potęgą na świecie. Wszystko to dzięki zastosowaniu ekonomicznych idei J. M. Keynesa,

 

uzupełnionych nowoczesnym, lokalnym monetaryzmem pochodzącym od Sylvio Gesella, (choć bez oprocentowania ujemnego), idei znanych od dziesięcioleci i zaciekle zwalczanych w Europie, w tym szczególnie w Polsce.  Przyczyna sukcesów Brazylijczyków to dążenie do zniwelowania nadmiernych dysproporcji majątkowych, racjonalizm, odwaga, elastyczność i demokracja ekonomiczna teoria Ladislau Dowbora jednego z doradców prezydenta Brazylii Luli da Silva.

W Polsce idee takie wypracował i stosował Jerzy Zdziechowski - chyba jako pierwszy na świecie? Obecnie pracuje nad nimi wąskie grono ekonomistów nurtu obywatelskiego. Ekonomiczny, ortodoksyjny i uznawany nurt liberalny, wypracowany na zamówienie lichwiarzy, oparty na teoriach „trudnego pieniądza” i „zaciskania pasa” dawno stracił jakąkolwiek zasadność, choć za wszelką cenę stara się tego nie zauważyć i rości sobie w dalszym ciągu prawo do określania zasad współżycia społecznego i gospodarczego.

Poniżej prezentuję wybór artykułów prasowych o gospodarce i ekonomii brazylijskiej w 2012 roku. Już czas, aby Polacy przejrzeli i przekonali się, iż świat można zmieniać na korzyść, Pro Publico Bono -  że to jest proste!, że ekonomia nie musi być zagmatwanym oszustwem monetarnym, a wolni ludzie mogą sami emitować dla siebie pieniądze, po to aby uruchamiać produkcję i kupować swoje wyroby,  a nie pozwalać zadłużać się w nieskończoność jak bezwolne marionetki. Najważniejsza jest słuszna etyczna intencja, odwaga, wola działania, solidarne porozumienie ponad rozpasanym ego.

„Trzeba bić w dzwon, a wierni zaczną się schodzić!” Warto popatrzeć na widok Rio de Janeiro. Kto czuwa nad losem Brazylijczyków! Kto jest królem tego miasta i tego kraju. Obecna Prezydent Brazylii, Dilma Rousseff powiedziała z dowcipem, ale wyraźnie: „Bóg jest Brazylijczykiem”.  

 

Ladislau Dowbor: Ulgi podatkowe plus socjal – tak się tworzy wzrost

Doradca byłego prezydenta Brazylii Inacia Luli da Silvy, profesor Ladislau Dowbor tłumaczy, na czym polega gospodarczy "cud Pernambuco".

- Pernambuco – północno-wschodni brazylijski stan – stało się symbolem rozkwitu gospodarczego całego kraju. Po pracę tutaj przyjeżdżają mieszkańcy Sao Paulo i Rio de Janeiro. Na czym polega model Pernambuco?

Z podobną prędkością rozwijają się także inne północno- -wschodnie stany Brazylii. Podczas gdy w 2010 r. wzrost PKB na południu kraju wynosił 4 proc., północny wschód – Paraiba, Sergipe, Alagoas, Ceara – rozwinął się z prędkością 12 proc. Pernambuco zbiera wszystkie laurki, bo stolica tego stanu – 1,5-milionowe Recife – jest zarazem najważniejszym miastem w całym regionie. Niewielu dziennikarzy wybiera się poza Recife, stąd pojęcie cudu Pernambuco.

- Zapytam inaczej, skąd wzrost, o którym Europa może tylko pomarzyć?

Północno-wschodnie stany prezentują się lepiej tylko dlatego, że tło, od którego musiały się odbić, było naprawdę fatalne. Tutejsza gospodarka zawsze była oparta na eksporcie, ale nikt nie dbał o rozwój wewnętrznego popytu i bogacenia się lokalnej społeczności. Niewolnictwo stanowiło podstawę całej produkcji. Przez stulecia wykształcił się specyficzny model oparty na gigantycznych przepaściach społecznych. W ciągu ostatniej dekady swoją słabość region obrócił w siłę. Trzcina cukrowa to dziś główny surowiec dla produkcji biopaliw. Jej wydajność jest ośmiokrotnie większa niż w przypadku amerykańskiej kukurydzy. Ponadto płace są wciąż o wiele niższe niż w najbardziej rozwiniętych regionach kraju. Nie brakuje też wykwalifikowanej siły roboczej. Dlatego przemysł chętnie się tu osiedla.

- Jak biznes reagował na socjalną politykę prezydenta da Silvy?

Wraz z przyjściem do władzy w 2003 r. da Silvy w kraju zapanował specyficzny system gospodarczy. Można go nazwać aktywną społecznie gospodarką rynkową. Lula uznał, że główną barierą w rozwoju kraju jest rozwarstwienie społeczne. W fawelach mieszkała jedna czwarta społeczeństwa. Uruchomił więc system masowej pomocy społecznej.

- Jak do tego się ma ultraliberalna polityka podatkowa wobec firm? W Pernambuco i ościennych stanach przedsiębiorca zapłaci o 75 proc. mniejszy CIT niż w innych regionach Brazylii.

Pierwotny impuls dały społeczne dotacje. Z dnia na dzień 60 mln ludzi dotąd odciętych od systemu, bez pracy i dokumentów dostało własne pieniądze, które mogli wykorzystać na zakupy żywności i innych dóbr podstawowych. Pojawił się popyt wewnętrzny, a co za tym idzie zaczęła się rozwijać lokalna przedsiębiorczość. Silny popyt wewnętrzny generuje dziś ok. 60 proc. PKB. 

- Połączenie ultraliberalizmu i socjalu dało boom indywidualnej przedsiębiorczości?

Brazylijczycy są tak kreatywni, że mają swoje lokalne waluty. Zamiast walczyć z tym zjawiskiem, zaproponowaliśmy, by każda gmina mogła otworzyć własny bank potrzebny do druku pieniądza. Lokalne waluty nie zagrażają realowi, bo są z nim powiązane (kurs jeden do jednego). Nie ma też inflacji, bo wraz ze wzrostem masy pieniężnej rośnie też produkcja. W kraju funkcjonuje dziś kilkadziesiąt takich walut. Niektóre mam w portfelu. Np. kapibary (od nazwy lokalnego zwierzęcia). Istnieje specjalny bank Kapibar, gdzie drukowane są banknoty. Mają numer wodny, znaki wodne czy hologram. 

- Rząd nie boi się przekroczyć tej niebezpiecznej granicy, po której państwowa pomoc zacznie zniechęcać Brazylijczyków do jakiejkolwiek aktywności?

Do tego bardzo daleko. Subsydia dla biednych w Brazylii stanowią 15 proc. wszystkich wydatków budżetowych. To nie jest wiele, biorąc pod uwagę to, jakie korzyści ma gospodarka. Stanęliśmy po stronie biednych i temu zawdzięczamy cud gospodarczy w Brazylii.

Wywiad z Ladislau Dowborem  

Autor: Nino Dzikija

Dziennik Gazeta Prawna

 

 

Migracja zarobkowa: Brazylia potraktowała Hiszpanię jak kraj Trzeciego Świata

Brazylia wprowadza dodatkowe restrykcyjne wymagania dla osób przyjeżdżających z Madrytu czy Barcelony. Nowe przepisy to nie tylko dyplomatyczny policzek dla Hiszpanii, która została potraktowana jak kraj Trzeciego Świata.

To przede wszystkim poważny problem dla młodych bezrobotnych Hiszpanów, dla których Brazylia w ostatnich latach stała się jednym z najatrakcyjniejszych kierunków migracji zarobkowej.

Hiszpania ma obecnie najwyższe bezrobocie w Unii Europejskiej – 23 proc. Odsetek młodych osób bez pracy jest jeszcze bardziej uderzający – prawie 50 proc. W połowie lutego 60 proc. Hiszpanów w wieku produkcyjnym deklarowało, iż mogłoby wyjechać z kraju w poszukiwaniu pracy (pod koniec 2011 r. było to 42 proc.). I nie są to tylko puste słowa – w ubiegłym roku z Hiszpanii wyemigrowało ponad pół miliona osób, a od 2008 r. opuściło ją na stałe 300 tys. osób w wieku od 18 do 25 lat.

Brazylia była dotychczas drugim (po Argentynie) najważniejszym kierunkiem hiszpańskiej emigracji w Ameryce Łacińskiej. Jej główne zalety to kulturowa bliskość, podobny język i przede wszystkim imponujące zarobki. W przypadku menedżerów czy specjalistów płace są tam wyższe niż w USA czy Europie. W 2011 r. Brazylia wydała 40 tys. pozwoleń na pracę dla Hiszpanów. O 10 tys. więcej niż w 2010 r. Ale według ekspertów to tylko wierzchołek góry lodowej – na czarno może pracować nawet kilkakrotnie więcej imigrantów. To właśnie w nich są wymierzone nowe brazylijskie przepisy. Od 2 kwietnia każdy hiszpański „turysta” będzie musiał spełnić dodatkowe warunki, żeby dostać się na terytorium Brazylii. Na lotnisku służby imigracyjne sprawdzą, czy ma co najmniej 80 euro na każdy dzień pobytu, potwierdzoną i opłaconą rezerwację hotelu, paszport ważny co najmniej pół roku i bilet powrotny z wpisaną datą. Ci, którzy chcą się zatrzymać w prywatnych mieszkaniach, będą musieli mieć przy sobie zaproszenie od gospodarza potwierdzone przez notariusza.

 

Mimo że nowe wymagania będą obowiązywać tylko Hiszpanów, brazylijskie MSZ w krótkim uzasadnieniu stwierdziło, że przepisy... nie są w nich wymierzone. Według Antonia Patrioty, szefa brazylijskiej dyplomacji, regulacje odzwierciedlają jedynie (stosowaną również przez UE) zasadę wzajemności w regulacjach emigracyjnych. Hiszpański MSZ na afront zareagował pojednawczo i ograniczył się do stwierdzenia, że relacje między dwoma krajami są „znakomite”. Nie ma zresztą innego wyjścia. W przeciwieństwie do Hiszpanii, Brazylia jest krajem zyskującym na znaczeniu. Dowodem jest to, że w zeszłym roku stała się szóstą największą gospodarką świata, a w najbliższych latach zorganizuje dwie wielkie imprezy sportowe – mistrzostwa świata w piłce nożnej (2014) i letnie igrzyska olimpijskie (2016).

Autor: Stanisław Rajewski

Dziennik Gazeta Prawna

 

Brazylia zaostrza restrykcje wjazdowe wobec Hiszpanów

Bilet powrotny, 80 euro na każdy dzień pobytu i potwierdzenie opłaconej rezerwacji hotelu to podstawowe wymogi, jakie wprowadza Brazylia wobec obywateli hiszpańskich, którzy chcą odwiedzić ten kraj. To odpowiedź rządu brazylijskiego na hiszpańskie restrykcje.

Ogłoszona w czwartek zapowiedź wprowadzenia tych przepisów, które wejdą w życie 2 kwietnia i dotyczyć będą jedynie Hiszpanów przybywających do Brazylii, jest odpowiedzią na identyczne hiszpańskie restrykcje wobec przybyszów z Ameryki Łacińskiej wprowadzone zgodnie z normami Unii Europejskiej.

Inni obywatele krajów strefy Schengen przybywający jako turyści do Brazylii nie będą musieli spełniać tych wszystkich wymogów, aby móc opalać się na słynnych brazylijskich plażach.

Brazylia, kraj Ameryki Łacińskiej najczęściej odwiedzany przez Hiszpanów, zastosuje je "na zasadzie wzajemności" - oświadczyło brazylijskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Współpracy.

Jest to odpowiedź Brazylii na odmowę prawa wjazdu do Hiszpanii wobec obywateli Brazylii. W pierwszym kwartale 2008 roku wielu Brazylijczyków, którzy nic nie wiedzieli o ograniczeniach wprowadzonych przez Hiszpanię, dowiedziało się na granicy, że nie mogą jej przekroczyć.

Wywołało to w Brazylii oburzenie i protesty władz.

Od 2 kwietnia każdy obywatel hiszpański udający się do Brazylii będzie musiał wykazać się posiadaniem na koncie bankowym odpowiednich środków (co najmniej 80 euro na każdy dzień planowanego pobytu w tym kraju).

Jeśli chce zamieszkać u kogoś prywatnie, potrzebne będzie zaproszenie poświadczone przez brazylijskie władze lokalne.

Do 90 dni pobytu Hiszpanie, podobnie jak obywatele innych krajów UE, nie będą potrzebowali wizy brazylijskiej.

PAP

 

Brazylia chce zarobić na chińskim boomie gospodarczym

Brazylia chce wykorzystać boom gospodarczy swojego największego partnera handlowego.

 

Brazylia poprosiła Chiny o wpuszczenie większej liczby jej wyrobów przemysłowych na rynek wewnętrzny Państwa Środka – podało BBC. Ponadto zwróciła się o dobrowolne zmniejszenie skali chińskiego eksportu w trosce o kondycję rodzimego przemysłu.

Tematy te zostały poruszone podczas wizyty wicepremiera Chin Wanga Qishana w Brasilii.

Jak podaje BBC, Brazylia, największe państwo Ameryki Łacińskiej, ma 11,5 mld dolarów nadwyżki w handlu z Chinami, do których eksportuje przede wszystkim surowce.

Brazylijscy przedsiębiorcy chcą zdobyć pozycję także na chińskim rynku wyrobów przemysłowych i skorzystać na szybkim rozwoju azjatyckiej gospodarki. Na przykład Embraer, brazylijski producent samolotów uczynił ambasadorem swojej marki aktora Jackie’go Chana. Za jego sprawą ma wzrosnąć popyt na brazylijskie odrzutowce wśród chińskich bogaczy.

 

Brazylia, a nie Chiny, jest największą konkurencją ideową dla Zachodu

Brazylia, a nie Chiny, jest największą konkurencją ideową dla Zachodu, zbudowała bowiem model ekonomiczno-polityczny oparty jednocześnie na wzroście gospodarczym i redystrybucji dóbr, a w dodatku demokratyczny. Teraz rusza z tą ofertą w świat i odnosi sukcesy.

W Brazylii trwa operacja sukcesja, czyli kontrolowany transfer władzy przez prezydenta do wyznaczonego następcy, proces ten znaliśmy dotychczas z Rosji. Wszystko w majestacie prawa i demokracji. Nie słychać protestów, przeciwnie, zachwyty, że dotychczasowa linia będzie kontynuowana.

W ubiegłotygodniowych wyborach prezydenckich pierwsze miejsce zajęła Dilma Rousseff  naznaczona przez obecnego prezydenta Luiza Ignacio Lula da Silva zwanego potocznie Lulą. To on jest symbolem nowego systemu, lecz zapoczątkował go jeszcze poprzedni prezydent Fernando Henrique Cardoso. Rousseff czeka jeszcze druga tura wyborów, ale nawet gdyby nie wygrała, jej rywal też ma zamiar iść drogą Luli. Brazylia konsekwentnie buduje model państwa, który – w przeciwieństwie do modelu chińskiego łączącego komunizm, kapitalizm i konfucjanizm – stał się atrakcyjny nie tylko na lokalnym, ale i globalnym rynku idei.

Zachód ma demokrację oraz prawo chroniące obywatela przed państwem, ale cierpi na zapaść gospodarczą, Chiny zaś wprawdzie kwitną, ich PKB szybuje w niebo, człowiek jest tam jednak nikim nie tylko dla władz centralnych, ale i najmarniejszych urzędników lub kapitalistów na prowincji. Pomiędzy jednostką i rodziną a państwem oraz wspieranym przez nie kapitałem nie ma żadnych barier ochronnych. Brazylia od trzech dekad kroczy inną drogą.

Bóg jest Brazylijczykiem

System brazylijski zasadza się na trzech filarach. Pierwszy to stymulacja wzrostu gospodarczego. W tym roku PKB Brazylii zwiększy się o ponad 7 proc., a gospodarce przybędzie 2,5 mln miejsc pracy. Rząd – jak w Chinach, Korei Południowej, a wcześniej Japonii – nie daje kapitałowi całkowicie wolnej ręki, lecz określa cele do osiągnięcia. Realizują je przedsiębiorcy prywatni i firmy państwowe. Narzędziem zachęty oraz kontroli są ulgi podatkowe, koncesje, dotacje publiczne. Zadaniem numer jeden była samowystarczalność energetyczna. Została osiągnięta dzięki inwestycjom w elektrownie wodne i produkcję biomasy. Dziś trzy czwarte energii zużywanej w Brazylii pochodzi ze źródeł odnawialnych; dla porównania UE w swoich najambitniejszych planach chciałaby doprowadzić do tego, by w jej wypadku była to jedna trzecia. Ekolodzy i obrońcy Indian protestują, że ceną za ten sukces jest dewastacja krajobrazu i wykarczowanie piątej części puszczy amazońskiej pod uprawy energetyczne, ale teraz Brazylia nie musi obawiać się odcięcia dostaw surowców albo embarga.

Mało tego, u wybrzeży kraju odkryto złoża ropy szacowane na 25 do 100 mld baryłek. Brazylia ma szansę w ciągu dekady dogonić Wenezuelę w eksporcie czarnego złota. Nie tylko będzie więc samowystarczalna, ale może stopniowo uzależnić od swoich dostaw cały kontynent. – Bóg jest Brazylijczykiem – zakrzyknęła Rousseff na wieść o odkryciu ropy. Typowa latynoska emfaza, nie sposób jednak nie zauważyć, że sprawdza się tu powiedzenie: odważnym sam Bóg sprzyja. Rząd planuje, że w 2026 r. kraj stanie się piątą gospodarką świata, już teraz wytwarza on trzy czwarte PKB Ameryki Łacińskiej. Wkrótce Brazylijczycy będą mogli uczciwie powiedzieć – Ameryka to my.

Drugi filar systemu, który od imienia prezydenta można dla uproszczenia nazwać lulizmem, to redystrybucja. W Europie straciła dawny powab, odeszła od niej nawet Szwecja. Brazylia przeciwnie. W jej wypadku jednak nie chodzi o transferowanie pieniędzy od bogatszych do biedniejszych za pośrednictwem aparatu państwowego w imię mętnie zdefiniowanej sprawiedliwości, ale o poszerzanie grona konsumentów. Brazylia bowiem, w przeciwieństwie do Chin, stoi głównie popytem wewnętrznym, nie eksportem. Bogactwo nie może zatem kumulować się w wąskich klasach społecznych, ponieważ dławi to rozwój gospodarczy. Programy redystrybucyjne mają na celu wyrwanie biednych z pęt niemożności i uczynienie z nich obywateli oraz pełnoprawnych uczestników życia gospodarczego. Najważniejszy to Bolsa Familia, w ramach którego 44 mln ludzi dostały dotacje na zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych oraz edukację dzieci. Kolejny to pokojowa pacyfikacja faweli, głównie w Rio de Janeiro, kontrolowanych dotychczas przez gangi. Główną bronią rządu są tu inwestycje w infrastrukturę slumsów i placówki edukacyjne. W efekcie obu programów oraz stymulowanego przez władze wzrostu gospodarczego brazylijska klasa średnia dorobiła się w ostatnich latach 30 mln nowych członków. Większość z nich oddaje teraz rządowe pieniądze w formie podatków od swoich większych przychodów. Inwestycja się opłaciła.

Świat to my

Trzecim filarem lulizmu jest solidaryzm na arenie międzynarodowej. Brazylia ustawiła się w pozycji promotora i obrońcy świata rozwijającego się. Chce być jego głosem. To ona najtwardziej lobbowała za ożywieniem G20, powołanej już 11 lat temu, ale do niedawna martwej struktury zrzeszającej najbogatsze kraje globu. Prezydent Lula najostrzej krytykował Zachód na szczycie grupy w Londynie w 2009 r. i to w imieniu wszystkich państw rozwijających się. Obama uznał go nawet za najbardziej popularnego polityka świata. W końcu Brazylia nie chce wcale walczyć z Zachodem na wzór dyktatora Wenezueli Hugo Chaveza, ale konkurować z nim jak równy partner przestrzegający tych samych zasad. Państwo to domaga się też przyznania mu stałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, wchodzi aktywnie w międzynarodowe struktury finansowe – Bank Światowy i MFW.

Brazylii wciąż daleko do lidera świata rozwijającego się, ale de facto przewodzi już Ameryce Południowej i ma szansę na sukces w Afryce. Głównie z myślą o niej uruchomiła w maju TV Brasil International, stację, która poprzez Mozambik transmituje programy do 49 narodów Czarnego Lądu. Poza tym inwestuje na potęgę, np. w bankowość w Angoli. Łączne inwestycje zagraniczne Brazylii w 2008 r. sięgnęły 21 mld dolarów, w tym roku będą pewnie jeszcze większe.

Lulizm nie zlikwidował problemów strukturalnych Brazylii, które podminowują jej rozwój, choćby koncentracji własności ziemi w rękach latyfundystów, wielkiej liczby ubogich wykluczonych z życia politycznego i gospodarczego, deforestacji Amazonii, przestępczości, w tym władzy gangów w fawelach, słabej edukacji, ale przynajmniej wziął byka za rogi i od trzech dekad mocno go trzyma.

Dziesiątki krajów rozwijających się w Ameryce Łacińskiej, Afryce, a nawet Azji mają silny potencjał wzrostu, a jednocześnie negatywny lub wręcz wrogi stosunek do Zachodu, nie chcą one jednak iść drogą chińską, zbyt ekskluzywną i brutalną. Brazylia oferuje im tymczasem model rozwoju dostosowany do ich warunków społecznych, dobrze komponujący się z zasadami rządzącymi wspólnotą międzynarodową, a do tego skuteczny, dający wymierne bogactwo oraz wpływy polityczne. I najwyraźniej to lulizm, a nie demokracja w stylu zachodnim zapanuje w XXI wieku nad całymi połaciami naszego globu.

Autor: Andrzej Talaga

Dziennik Gazeta Prawna