Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
73 posty 707 komentarzy

Nowa Architektura Finansowa

Jacek Rossakiewicz - ''Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart'' - Zasady monetyzacji gospodarki. Emisja pełnowartościowych pieniędzy - http://www.rossakiewicz.pl /demokracja/ Rzeczy Nowe - http://www.rzeczynowe.pl

WOLNY RYNEK

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W trakcie dyskusji na temat metaekonomii - cel gospodarowania i cechy z nim związane - wyklarowały się zasady określające wolny rynek, jako element planowanej, społecznej gospodarki rynkowej - postulat do zrealizowania w (niedalakiej?) przyszłości.

Wolny Rynek jest wówczas  gdy:

1. monetyzacja gospodarki za pomocą pieniądza (monet, banknotów lub elektronicznych  środków rozliczeniowych) jest dostosowana do wielkości populacji i przebiega proporcjonalnie do rozwoju gospodarczego, co zapobiega deflacji, inflacji i przyczynia się do zachowania stałości cen. Względnie stałe (przewidywalne) ceny są warunkiem realizowania umów i osiągania zysków z produkcji, handlu i świadczenia usług.

2. oprocentowanie pieniędzy jest nielegalne, bowiem pomnaża ilość pieniądza bez względu na rzeczywisty wzrost gospodarczy, winduje ceny stając się przyczyną drożyzny. Maksymalizuje dysproporcje majątkowe wśród ludzi, bowiem procent jest doliczany do ceny sprzedawanych dóbr i obciąża finansowo rzesze konsumentów, zaś zysk z oprocentowania pomnaża zasoby nielicznych, najbogatszych osób, niezależnie od ich pracy lub zaangażowania w proces produkcji.

3. przyrost ilości towarów i usług jest monetyzowany poprzez emisję pieniądza pełnowartościowego. Emitent (bank) nie udaje, że pożycza pieniądze deponentów i pod tym pozorem dubluje prawo własności producenta do nowopowstałych dób, nie traktuje nowo-wyemitowanego pieniądza jak swojej własności , a jedynie przyczynia się do właściwej monetyzacji  gospodarki: parytet gospodarczy. Bank centralny robi to Pro Publico Bono.

4. finansowanie inwestycji, kredyty inwestycyjne są rozliczane według realnie osiągniętych zysków, a nie na podstawie wcześniej ustalonego procentu. Zysk pochodzi z monetyzacji wzrostu gospodarczego. Nie ma transferu ryzyka kredytowego na kredytobiorcę. Inwestor i kredytodawca solidarnie dzielą ryzyko inwestycyjne.

5. partnerzy transakcji sami decydują o wysokości cen towarów i usług. Rynek nie jest zniewolony przez zasadę konkurencjinarzuconą odgórnie przez władze krajowe lub międzynarodowe.

6. uczestnicy rynku (partnerzy gospodarczy) kierują się zasadami etyki: uczciwości, szacunku wzajemnego i rzetelności zawodowej.

7. rynek jest narzędziem wymiany i zaspokojenia potrzeb wspólnoty, a osoby niezdolne do pracy lub nie mogące jej uzyskać, mają zapewnioną opiekę finansową, podobnie jak osoby zaangażowane w wychowywanie dzieci – przyszłych uczestników rynku (w zależności od ilości dzieci). Osoby otrzymujące wsparcie są pełnoprawnymi uczestnikami  rynku i pełnią ważną ekonomicznie rolę dystrybuując środki finansowe pochodzące z Emisji Pro Publico Bono, do producentów użytecznych dóbr: towarów i usług.

 

 

http://www.rzeczynowe.pl/

KOMENTARZE

  • @JAR
    Pieniądz wymienialny oficjalnie na inne waluty, czy krajowy TYLKO do użytku wewnętrznego?

    Wolałbym nie używać języka technokratycznego typu "uczestnik rynku". Dehumanizacja wg mnie. Człowiek jest człowiekiem, a nie jakimś cholernym rynkowym konsumentem!

    Monetyzacja zależy nie tylko od samej populacji, ale jednak też i to BARDZIEJ od zasobności kraju. Wyobraź sobie Polskę na pustyni gdzie nie ma nic, a jest na też 38 mln. Czy taki kraj mógłby emitować tyle pieniędzy ile obecna Polska? I co by to dało skoro nie miałby zdolności produkcyjnej, usługowej, bogactw naturalnych, kadr wśród ludzi, systemu edukacji itd Puste pieniądze.

    I kwestia definicji "rozwoju gospodarczego", bo przecież nie traktujemy chyba poważnie PKB obecnego i sposobów wyliczania czy rośnie, czy spada. Czy np 200 mln ton węgla wydobywanego za Gierka, to był rozwój czy upadek jak teraz... kiedy węgiel jest drogi jak złoto w kraju, który mógłby całą Europę nim ogrzać i zaopatrzyć w prąd?

    Czy wzrost gospodarczy to kłamstwo zaniżonej inflacji i ukrywanych emisji pieniądza? Ubywa np 3% z inflacji GUS, przybywa 5% z emisji i już mamy 2% "wzrost", ale ile wynosi naprawdę inflacja, ile jest emisji spoza NBP.
  • @Marek Kajdas 00:16:41
    Wymienialność pieniądza to osobne zagadnienie. Dzisiaj to właśnie wymienialność przyniosła ze sobą oprocentowany dodatnio pieniądz dłużny, a banknoty PLN stały się tylko bonami na prawdziwy pieniądz emitowany przez FED i EBC. Najlepsze rozwiązanie to narodowa emisja euro, oparta na opisanych wyżej zasadach - odpada spekulacja kursami i tworzymy jednolite dla wielu krajów UE warunki emisji, co uzdrawia (humanizuje) sytuację w Unii.

    Monetyzacja to pojęcie związane z gospodarką z definicji, ale powinno ono uwzględniać także wielkość populacji, tak aby pieniądz mógł obsłużyć ludzi i ich potrzeby. Jest to związane z rozkładem pieniądza w społeczeństwie, likwidacją skrajnych nierówności, kiedy 10% ludzi ma 90% majątku narodowego. Taką zmianę trzeba zrobić nawet kosztem inflacji. Pieniądz powinien być rozłożony znacznie bardziej równomiernie, co doprowadzi do odbudowania klasy średniej, której istnienie jest podstawowym warunkiem prowadzenia sprawnej gospodarki. Przemiana taka jest wprowadzeniem sprawiedliwości społecznej w miejsce bezpodstawnego uprzywilejowania nielicznych osób.

    Wiadomo powszechnie, iż wskaźnik PBK ma poważne wady i należałoby dopiero ustalić zasady jego liczenia, ale to tez osobne zagadnienie. Wszelkie wady wskaźników i błędy (przecież nie do uniknięcia!) mogą być korygowane w przyszłej praktyce.

    (Nie wszystkie kwestie lingwistyczne są tak istotne, jak słynny przypadek pojęcia „zasobów ludzkich”. „Uczestnik rynku” to nie jest termin uwłaczający człowiekowi).
  • @Jacek Rossakiewicz 01:32:24
    Panie Jacku

    Z dotychczasowych moich tu doświadczeń widzę, że o ile potrzeba odzyskania emisji przez NBP już zaczyna się bronić, to jeśli chodzi o sposób "rozproszenia" tej emisji problem przebija się z trudem. Tu powinniśmy rozpocząć dyskusje, aby przełamać pogląd, że "ktoś coś dostanie za darmo".
    Jest tu kilku zwolenników skłonnych potraktować "emisję przyrostową" jako dywidendę od spółki z o.o jaką jest państwo, rozliczaną w deklaracji podatkowej PIT.
    Są zwolennicy rozpraszania emisji przez system emerytalny. Najważniejszym dla nich argumentem jest to, że ten system istnieje i byłby to sposób możliwie tani.
    Są zwolennicy, aby w przyroście uczestniczyli tylko wytwarzający PKB np tylko osoby pracujące.
    Innym podoba się pomysł finansowania emisją wydatków budżetowych.

    Ja jestem za rozwiązaniem "personalistycznym" za czymś coby zmuszało Polaków do myślenia o wzroście naszej gospodarki realnej: "idź spać i myśl o przyroście PKB"

    Rozwinięcie takiej dyskusji miałoby nieoceniony walor dydaktyczny. Może Panu się uda.
  • Marek Kajdas
    Lubie czytac co piszesz, ale.... napisałeś:
    "Wyobraź sobie Polskę na pustyni gdzie nie ma nic, a jest na też 38 mln. Czy taki kraj mógłby emitować tyle pieniędzy ile obecna Polska?"
    Więc wyobraź sobie, że 38 mil Polaków robi oprogramowanie, którego nik na swiecie zrobić nie potrafi; wyobraź sobe, że 38 mil potrafi wiązać dwie strony kontraktu międzynarodowego, pobierając za ten fakt godną prowizję; wyobraź sobie, że na tej pustyni Polacy zrobili oazę podatkową, i kapitał całego swiata uciekający od paskarskich podatków, spływa jak manna na NASZE pustynne tereny! itd,itp.
    Taki kraj emitowałby pieniądz, i to dobry pieniądz!
    Pozdrawiam serdecznie
  • Wolny rynek "po Bożemu"
    Wolny rynek - to dobrowolność w wymianie owoców swojej pracy (bogactwa, dóbr) - a więc i uczciwość (oszustwo i dobrowolność się wykluczają)

    Wolny rynek oznacza, że kupujący i sprzedając dobrowolnie ustalają MIĘDZY SOBĄ cenę. To jest istota wolnego rynku.

    W praktyce odbywa się to w ten sposób, że każdy może Panu zaoferować jakieś dobro po dowolnej cenie - a Pan może sobie dobrowolnie wybrać od kogo Pan to dobro kupi, po cenie która będzie Panu odpowiadać.

    Wolny rynek jest naturalnym i najlepszym sposobem wymiany dóbr - bo minimalną cenę wyznacza rzeczywisty koszt "wyprodukowania" dobra (poświęcony czas, praca, materiały itd.) - a cenę maksymalną ogranicza rywalizacja o UCZCIWY zysk (wynagrodzenie za swoją pracę) - co jest normalne - i dlatego sprzedawca oferuje dane dobro TANIEJ od innych sprzedawców, żeby kupowano od niego - a nie od innych.

    To jest naturalny mechanizm gwarantujący UCZCIWOŚĆ ceny - z jednej strony chroni producentów - bo nikt nie sprzeda dobra PONIŻEJ kosztów jego wyprodukowania a więc mają zagwarantowaną cenę minimalną - a z drugiej strony chroni nabywców, bo mają gwarancję, że cena jest najniższa z możliwych, po za wysoka cena oznacza dla sprzedawcy, że kupujący kupi dobro OD KOGOŚ INNEGO.

    Wolny rynek jest gwarancją najniższej UCZCIWEJ ceny, po jakiej OPŁACA SIĘ coś produkować/sprzedawać/oferować.

    A najniższa uczciwa cena jest gwarancją uczciwego i sprawiedliwego dostępu do dóbr, dostatku i wypracowywanego przez społeczność bogactwa.
  • @grzech 09:19:32
    No cóż: absolwent liceum ma zaaplikowane do głowy 720 godzin religii i zero, powtarzam, zero ekonomii. Dla katola wszystko musi być niezrozumiałe. Uczcie się do cholery. To nie boli.
  • @Freedom 09:49:17
    Kpisz Pan czy o drogę pytasz?
    Realna gospodarka - jaka by ona nie była - to zmowy cenowe, praktyki monopolistyczne, bezwzględna walka o rynek z użyciem kanonierek (teraz lotniskowców), przekupstwo, akcje reklamowe.

    Mam nadzieję, że pisze Pan o niedościgłym wzorcu. Jednak aby on zaistniał potrzebna jest siła państwa a nie "porządek naturalny".

    Mam nadzieję, ze się rozumiemy. Pozdrawiam
  • Przerzucam wątek z poprzedniej Panskiej notki.
    bo zaciekawił mnie ten temat.

    @JR

    .."Freedom, pisząc o wolnym rynku pamiętaj tylko, iż konkurencja jest grzechem. Nam od stuleci wmawiają, iż konkurencja jest dla nas dobra i jest warunkiem prowadzenia dobrej gospodarki. "..


    @Freedom:
    .."Nie wiem zatem co Pan rozumie pod pojęciem "konkurencja" - ale na pewno na prawdziwie wolnym rynku nie ma czegoś takiego jak "grzeszna konkurencja" :)"..

    Konkurencja na wolnym rynku nie jest grzechem, bo konkurencja oznacza służbę . Jestem gotów zaoferować konsumentom towar lepszy bądź tej samej jakosci po niższej cenie. Muszę w tym celu bardziej się starać, może ciężej pracować, coś poświęcić. Jest to służba drugiemu człowiekowi. Czy służenie drugiemu człowiekowi może być grzechem?

    jeżeli konkurencja jest grzechem jak pisze Pan J.R. , a.......
    .."Oligarchia finansowa nigdy nie konkuruje ze sobą i jest solidarna"...(J.R.)
    a ceny na targowisku są umowne, różne u poszczególnych oferentów, to oznacza, że finansowi grandziarze są oazą dobra wśród bezkresu grzeszników.
  • @nikander
    > Realna gospodarka - jaka by ona nie była - to zmowy cenowe, praktyki
    > monopolistyczne, bezwzględna walka o rynek z użyciem kanonierek
    > (teraz lotniskowców), przekupstwo, akcje reklamowe.

    Dokładnie - dlatego, że nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem !!!

    Przecież wszyscy walczymy o ZMIANĘ tego stanu rzeczy - a nie o zmianę drużyny - z ofiar do oszustów (o to walczą właśnie politycy!)

    Oczywiście, że piszę o wzorcu - i jest on bardzo dościgły - wystarczy zmienić (całkowicie) prawo na normalne - bo państwo to prawo. Technicznie nie jest to żaden problem - istnieje tylko bariera umysłowa u 40 milionów rodaków.

    Obecna gospodarka to anarchia i walczące klany mafijne.
    Chyba mi Pan nie powie, że wierzy Pan ludziom takim jak Balcerowicz, Tusk, Belka czy Bielecki - którzy MÓWIĄ, że mamy wolny rynek i liberalną gospodarkę ???!!!???!!

    Pan Jacek to doskonale ujął:
    {{ Głosi się hasło „Wolność i rozwój” (tytuł książki L. Balcerowicza) a realizuje zastój i zniewolenie. Jest to zgodne z masońską zasadą: „cały czas zaprzeczamy naszymi ustami temu, co robią nasze ręce”. }}
  • @Freedom 11:46:07
    No to mamy na NE co najmniej pięć osób, które rozumieją istotę wolnego rynku. Wolnemu rynkowi należy umożliwić działanie i tu bez aktywnej roli państwa się nie obejdzie. Każdy naturalnie działający regulator można skutecznie zablokować. To mamy w Polsce.
  • @nikander 12:19:28
    :) no i dochodziy do tego, co cały czas próbuję nam/Wam powiedzieć - że chcemy tego samego - tylko mówimy różnymi językami, choć złożonymi z tych samych słów.

    Dobrzy, uczciwi ludzie chcą tego samego! I stąd moje apele o ZJEDNOCZENIE się dobrych ludzi.

    Kultywowanie "sztucznego" podziału na katolików, wolnościowców, trzeciodrogowców, libertarian, itd. - jest CHORE - bo tak naprawdę chcemy tego samego.

    W każdej z tych grup są DOBRZY i UCZCIWI ludzie - i oni wszyscy chcą tego samego - tylko trudno nam się porozumieć ze względu na pomieszanie i zniekształcenie pojęć, które zawdzięczamy ZŁYM i przebiegłym ludziom.
  • @nikander 09:50:21
    Uwaga. Przekraczasz Pan nie tylko granice sensu, smaku ale i śmieszności ...
  • @prawi co wiec 10:48:36
    Opinie, że dzięki samodoskonaleniu moralnemu i sprawności instytucji, unikniemy w naszym świecie niedoskonałości i grzechu, brzmią bardzo groźnie.
    Osobom przekonanym, że jestem zestrachany i brak mi dowagi do wypłynięcia na głębię, polecam podjęcie praktyki.
    Nic tak nie oświeca bliźniego, narodu, jak dobre przykłady.
  • @Andrzej Madej 13:14:46
    Jest dobry smak i skrzecząca rzeczywistość. Trzeba wybrać co gorsze.

    Pozdrawiam.
  • @nikander 13:46:03
    Trudne wybory.
    Również pozdrawiam.
  • @Freedom 13:02:06, Nikander i inni
    Cenna jest jednomyślność, tym bardziej kiedy rodzi się po wymianie poglądów i zastrzeżeń. Zachodzi w tym przypadku tzw. "uzgadnianie map" intelektualnych. Coraz więcej ludzi myśli podobnie i nie traca oni swojej autonomii: intelektualnej samodzielności (co w przypadku manipulacji lub wpajania ideologii ma miejsce).

    Wiadomo, iż o wolność trzeba dbać. Bez starania o nią i bez troski o nią, traci sie wolność: nie jest ona dana raz na zawsze i nie polega na subiektywnym poczuciu. Wolność jest możliwa do osiągnięcia jedynie wraz z wartościami etycznymi i w imię tych wartości. "Gdzie duch Pański tam wolność". Nie jest to samowola ani uleganie zachciankom. Bardziej jest to zadanie do zrealizowani i wewnętrzna dyscyplina.

    Trzeba precyzyjnie odróżniać to, co ludzie za wolny rynek uważają, od istoty wolnego rynku. Slowa sa wieloznaczne i za pomocą tych samych słow można określać bardzo wiele rzeczy, nawet rzeczy sprzeczne.

    W artykule podałem opis istoty wolnego runku jako postulatu do zrealizowania! Łatwo zauważyc iż to, co obecnie nazywa sie wolnym runkiem i co obecnie trwa, nie ma wiele wspólnego z ideą wolności na rynku. Taką ideę trzeba dopiero zrealizować.

    Wolny rynek oparty jest na harmonijnym współdziałaniu różnych podmiotów gospodarczych w dobrej wierze. Idea konkurencji powinna być temu pojęciu podporządkowana - ona nie zastąpi współdzialania i etyki, jeżeli ich brakuje. Spowoduje raczej pogłębienie się patologii, coraz większą przemoc prawną lub fizyczną i wykorzystywanie własnego uprzywilejowania - tak jak dzieje sie to obecnie. Dlatego dzisiaj potrzebne jest odrodzenie się solidarności ludzkiej a nie konkurencji. Runek jest wolny kiedy ludzie sami moga podejmowac decyzje gospodarcze, sami i w sytuacji nie zdeterminowanej sztucznie poprzez narzucone ograniczenia: brak środków rozliczeniowych, skrajne nierówności majątkowe, które rodzą przywileje jednych a pozbawiaja praw innych ludzi.
  • @thot
    Komu potrzebne jakieś oprogramowanie po wojnie? Będziemy zupę robić jak w Leningradzie ze skóry butów i wtedy okaże się kto ma skórzane, a kto "konkurencyjne" z "czegoś" made in China. Smacznego ;)

    Najbardziej liczy się to co jest do żarcia, ogrzania tyłka itd Spójrzcie na Niemcy, to kraj prawdziwy, a my jesteśmy teraz efemerydą. Więcej państwa suwerennego było z PRL. Od pośrednictwa nie masz lepszych nad judaikę, z tego żyją od zawsze. Oaza podatkowa? Bez jaj. Nie przekonał mnie Pan wcale :)

    Jacek Rossakiewicz jest zrozumiały dopiero wtedy kiedy czyta się to i ODBIERA przez pryzmat nauczania Jezusa Chrystusa. Tam nie było miejsca na bezowocną konkurencję wyniszczającą. Nie ma już etosu dobrej pracy, produkty coraz mniej trwałe, ludzi się zwodzi, oszukuje, okrada, ogłupia. Telewizor Sharp przeżył u mnie aż 20 lat, czy nowe płaskie dożyją 10-ciu bez naprawy? Hehehee ani pięciu... Komputer też mam zabytkowy, solidna płyta RAID z zabytkowym procesorem DURON ciągnie i nie chce się nic z niej zepsuć, a padł monitor, myszka, klawiatura, zasilacz, karta graficzna...

    Trzeba się pogodzić z tym że liberałowie będą mieli zawsze zdanie rozbieżne i jestem gotów dyskutować z tymi o DOBREJ INTENCJI. Macie przekonanie o swoich racjach, ale błądzicie. I tyle.
  • @Jacek Rossakiewicz 01:32:24
    "Najlepsze rozwiązanie to narodowa emisja euro, oparta na opisanych wyżej zasadach - odpada spekulacja kursami i tworzymy jednolite dla wielu krajów UE warunki emisji, co uzdrawia (humanizuje) sytuację w Unii."

    Dalej jesteś za (warunkowym) przystąpieniem Polski do strefy euro? Nie wyleczyłeś się JESZCZE z tej koncepcji? Cóż, poczekamy jeszcze kilka lat na to. Ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem przystępowania do strefy euro i koncepcjom pieniądza kontynentalnego, światowego. Poniekąd włączasz się w koncepcje NWO, na te same pułapki zdaje się łapać ostatnio Watykan. Wszystkich oczadziło?

    Powinniśmy mieć swój krajowy niewymienialny oficjalnie z zakazem wywozu. Wtedy będziemy suwerenni pod kątem emisji, oczywiście kiedy zajmie się tym NBP jak należy po reformie systemu, a lepiej Suweren bez pośrednika NBP ze zbyt dużą teraz nadwładzą - mogą gwizdać sobie na Suwerena, ale kiedy ktoś im każe wrzucić składkę na MFW, to wrzucają cwele!

    W USA władzę nad emisją miał dawniej kongres, u nas może mieć Zgromadzenie Narodowe z prezydentem i Suwerenem. Będzie nad tym wielowymiarowa kontrola. Nadmiar emisji należy zablokować automatycznymi mechanizmami i zapisać to w konstytucji nowej. Nie można dopuścić do dużej inflacji, przy duża to kilkanaście procent i więcej. System bezodsetkowy wymaga inflacji, to takie ujemne oprocentowanie wymuszające szybki obieg pieniądza w gospodarce, będzie parzył, bo traci na wartości np 1% miesięcznie.

    Co Ty na to? A inni?
  • @Marek Kajdas 14:19:50
    Dla mnie - na chwile obecna - najważniejsze jest rozstrzygnięcie sposobu "rozproszenia emisji". http://jar.nowyekran.pl/post/51495,wolny-rynek#comment_366878 Tu musielibyśmy mocno pogłówkować. Wierzę, że istnieje dobre rozwiązanie.
  • @nikander 14:43:21
    Będę to powtarzał dopóki nie stanie się to oczywiste dla wszystkich:

    Emisja pieniądza to wzbogacenie się emitenta kosztem całego społeczeństwa. Zawsze.

    Ponieważ całe społeczeństwo musi i tak ponosić koszt istnienia państwa - co jest oczywiste - to najprostszym i najsensowniejszym co można zrobić - to uczynić Skarb Państwa emitentem pieniądza.

    Bo emitent pieniądza (kto by nim nie był) i tak bogaci się kosztem całego społeczeństwa.

    Dwie pieczenie przy jednym ogniu. Dla społeczeństwa nie ma różnicy, czy wpływy do budżetu zostaną zebrane w podatkach, czy poprostu wyemitowane - i tak społeczeństwo ten koszt musi ponieść.

    Ale jest jedna OGROMNA korzyść z emisji poprzez budżet - budżet jest mniejszy - a więć zabiera się społeczeństwu mniej o kilkadziesiąt miliardów złotych, które obecnie stanowią koszt funkcjonowania samego obecnego systemu podatkowego.
    http://freedom.nowyekran.pl/post/37168,wdrazamy-teorie-normalnosci-z-kalkulatorem-w-reku-dla-dobra-polakow
  • @Freedom 16:40:47
    Chyba już zgadzamy się że emisji pieniądza powinien dokonywać skarb państwa przy pomocy swojej wyspecjalizowanej agendy jak NBP. Prawie tak jak mamy zapisane w konstytucji. Powtarzam: NBP podporządkowane skarbowi państwa.

    Też uważam, ze "rozproszenie emisji" poprzez budżet ma racjonalne jądro. Gdybyśmy dysponowali narzędziami do analizy SWOT można by zbudować wokół tych pomysłów "bazy analityczne". Sam jestem ciekaw jakie padałyby argumenty.
  • @nikander 14:43:21
    Emisja rozproszona wśród WSZYSTKICH obywateli w formie wkładu w Minimalny Dochód Gwarantowany żeby wszyscy byli "konsumentami", znaczy "uczestnikami rynku". Należy to jednak uwarunkować żeby z każdego obywatela były jakieś korzyści dla wspólnot i państwa, bo wszyscy jedziemy na jednym wózku, który powinien stale jechać do przodu. Nie może np połowa (z emerytami, dziećmi, przestępcami) obywateli kompletnie nic nie robić i jeszcze generować koszta swego utrzymania. Wartość dodaną może stworzyć wiele rodzajów aktywności i wcale nie musi być tzw produktywna bezpośrednio.

    MDG należałby się np wtedy kiedy obywatel będzie się kształcił, samodoskonalenie, nowe umiejętności nie tylko zawodowe, ale np kwestia aktywności w organizacjach społecznych, ciekawe pasje pożyteczne dla społeczeństwa. Emisja tylko dla emerytów nie będzie budziła entuzjazmu w reszcie społeczeństwa.

    Renta życia - każdy człowiek ma prawo do życia, ale jest ono teraz tylko teorią, bo nie ma obligatoryjnie zapewnionego bytu. Socjal tak potępiamy przez liberałów jest bardziej MITOLOGIĄ III RP. Trzeba najpierw kogoś zabić, albo zwariować, wtedy społeczeństwo musi utrzymać delikwenta przez resztę życia w godziwych warunkach. Uczciwy jeżeli sobie nie radzi.... może się najwyżej powiesić, albo łaskawie zamarznąć jak to czynią każdej zimy setki Polaków.

    Zatem niezły sposób rozproszenia emisji jest, ale nie jedyny. Dlaczego nie miałyby na to korzystać samorządy i samo państwo inwestycjami centralnymi z emisji? Czy taką bzdurą jest wyemitowanie np 10 mld zł na poszukiwanie i wydobycie złóż gazu, ropy, węgla itd? Nie ma pokrycia? Jakże to skoro w co drugim odwiercie coś będzie do rentownego użytkowania? To zarobi na resztę.

    Samorządy powinny dostawać przydział roczny dotacji z emisji wg określonego algorytmu gdzie liczyłoby się wiele czynników. Podstawą może być np proporcja do obecnego budżetu, tzn realnych dochodów. Jeżeli jakaś biedna gmina wiejska ma np 10 mln dochodu, to z emisji na sensowne cele np energetykę rozproszoną, gminną biogazownię komunalną itd dostałaby powiedzmy 5 mln zł z EMISJI.

    Emisja w samorządach ma iść na projekty generujące PRZYCHODY, czy to ułatwiające, bo na razie debile budują Orliki itd generujące wydatki. Pograć w piłę można na pastwisku za wsią za darmo bez wydatków dla społeczności.
  • @Marek Kajdas 19:03:30
    Zaczynamy dyskutować, wymieniać poglądy. To jest budujące. Coś znajdziemy!
  • @ to all
    @Marek Kajdas
    Pomiędzy koncepcją moją, a watykańska zgłoszoną po protestach Occupy Wall Street jest 100% różnicy. Watykańska była propozycją NWO utworzenia banku światowego wykorzystującą Kościół i zapewniając sobie anonimowość. Moja propozycja jest propozycją odebrania EBC monopolu na emisję euro i oddanie władzy monetarnej narodowym bankom centralnym pod zarządem władzy narodowej wybieranej przez Naród (świadomość narodu decyduje, co to będzie za władza: patrioci czy marionetki bankierów). Dostrzegasz różnicę?

    „Jedna owczarnia I JEDEN Pasterz” - pamiętasz? Narodowa kontrola NBP natomiast – jak najbardziej, to jest oczywiste. Plus rzeczywista edukacja ekonomiczna w szkolach Likwidacja analfabetyzmu ekonomicznego i monetarnego obywateli.

    Oprocentowanie ujemne jest niepotrzebne – inflacja robi to samoistnie – gdy produkt spada.

    @ Nikander
    Jestem za emisją przez NBP zasilającą budżet. Jeżeli rząd będzie sprawny i uczciwy, jest to dobre rozwiązanie.

    @ Freedom
    W przypadku emisji przez NBP do budżetu i w przypadku dobrego uczciwego rządu bogaci się nasze państwo i nasz społeczenstwo, bezpośrednio i pośrednio, lepsze szkoły. lepsze szpitale. W istocie bogacimyc się wszyscy, gdyż państwo właściwie zarządzane to my. Naród ma taki rząd na jaki zasługuje. Kłótnie, przerost ego, brak wiedzy i mamy to co teraz: państwo jako wróg obywatela – ale tak być nie musi – to od nas zależy: od naszej solidarności i chęci działania pro publico bono!

    @ Marek Kajdas
    MDG można uzyskać poprzez zwolnienie ludzi najniżej uposażonych z podatku, a jeżeli to nie wystarczy, to w przypadku ludzi niedołężnych lub nie mogących zdobyć pracy, poprzez zasiłek pielęgnacyjny lub okresowy zasiłek dla bezrobotnych. Wiele przykładów można znaleźć w Europie.
    Natomiast pomysły merkantylistyczne pozostawiłbym historii – nie reaktywowałbym ich, bo one się nie sprawdziły i nie sprawdzą: to agorafobia.

    @ all
    Mamy zatem postulaty programowe:

    1. emisja na zasadzie parytetu gospodarczego. (Ewentualna ingerencja w generalny poziom monetyzacji gospodarki, który u nas stanowi jedynie 50% tego co w Europie Zachodniej - starej Unii, i 30% tego co w Japonii)

    2. prawdziwie wolny rynek (7 pkt)

    3. finansowanie budżetu nie tylko z podatków ale i z bieżącej monetyzacji przyrostu dóbr przez NBP

    4. podstawowe elementy polityki socjalnej

    5. nie straszne nam euro – o ile będzie pod kontrolą narodów i rządów, a nie utajnionego EBC.

    Kto jest za? Kto przeciw?

    Pozostała ważna kwestia finansowania inwestycji: kredyty inwestycyjne lub fundusz inwestycyjny w bezodsetkowym systemie monetarnym.
  • @Jacek Rossakiewicz 22:28:20
    5 - zdecydowanie przeciw!
    4 - zasadniczo przeciw temu co jest obecnie - mam dużo korzystniejszy pomysł na opiekę socjalną - dużo efektywniejszy niż to co znamy dzisiaj.
    Ale muszę zaznaczyć, że normalny kraj się rozwija i bogaci - to jest naturalny proces dla człowieka jako istoty rozumnej. Innymi słowy GDYBY udało nam się kiedys powrócic do normalności - to po 2-3 latach nie istniałaby w ogóle potrzeba socjalnej opieki !!!!!!!! Jestem tego dość pewien ;)

    2 - zdecydowanie tak

    1,3 - tak - ale również można to rozwiązanie zmodyfikować - tak, że gospodarka zamiast jak mercedes będzie śmigać jak myśliwiec ;)


    Podsumowując, jestem za - ale zawsze bedę zachęcał i przekonywał do modyfikacji punktów 1,3,4 - w jeszcze korzystniejszą dla społeczeństwa stronę.

    Punkt 5 nie przekreśla oczywiście tego, że musimy się zjednoczyć - ale to jest samobójstwo gospodarcze - i będę krzyczał o opamiętanie - własna waluta to podstawa państwa.
  • @Freedom 22:49:42
    punkt 5 niesie niebezpieczeństwo utraty kontroli nad równowagą towarowo pieniężną. W sytuacji gdy gospodarki są autonomiczne muszą pozostać autonomiczne, obsługujące je, waluty. Inaczej bylibyśmy zasypani euro drukowanym dla Grecji. Projekt Euro jest projektem zupełnie chybionym. Jak można było dopuścić do sytuacji w której dla obywatela koszt pieniądza (stopy procentowe) są takie same dla produkujących Niemców i wypoczywająch Greków!

    Uzgadnianie zarówno emisji jak i wycena koszyków robiona z jednego miejsca to zadanie niewykonalne.
  • @Jacek Rossakiewicz 22:28:20
    Nie mogę się na euro zgodzić, to koń trojański, kontrola nad tym jest niemożliwa. Sam byłeś i chyba jesteś przeciw UE, ostrzegałeś przed wchodzeniem Polski do UE w 2003. Zatem po co euro, to projekt POLITYCZNY i rację ma nikander. Euro jest szkodliwą utopią.

    Jeżeli uważasz że musi być jakiś międzynarodowy system rozliczeniowy w handlu, to można o czymś pomyśleć. Najlepiej byłoby barterem i wymiana do poziomu równowagi bez EKSPANSJI, która bywa rodzajem agresji ekonomicznej niszczącej takie państwa jak Grecja czy Polska - nadmiernych importerów. My naprawdę możemy być względnie samowystarczalni.

    Sam chciałeś wprowadzenia zastępczego, alternatywnego pieniądza obywatelskiego. Może istnieć wiele obiegów różnych walut i ich emisji pobudzających obrót gospodarczy, ale też wzmacniający podstawy bytowe ludzi. Swoje pieniądze mogą mieć społeczności miast-gmin, czy powiatów.

    Euro postrzegam jako ŚMIERTELNE ZAGROŻENIE w każdej postaci, nie łudź się iż będziemy nad tym panować. Po co nam pieniądze którymi mogą nas wykupić, powinniśmy chronić własność Polaków i Polskę. Pieniądz wymienialny i właśnie euro wszędzie wdrożone sprawia że stajemy się wymienialni na te papierki, cyferki. To nie jest dobre, normalne, mądre.

    Potrzebujemy krajowego, niewymienialnego pieniądza emitowanego do 12% inflacji PIENIĘŻNEJ (czyli nie np w wyniku podwyżki ceny ropy przez wojny itd, zresztą żeby tak się nie działo potrzebna nam autarkia, samowystarczalność) i będzie dobrze.

    Oczywiście system bezodsetkowy. Inwestowanie centralne z emisji wg rozsądnych reguł gospodarności realnej. Musimy budować swoimi, krajowymi zasobami, a te są OGRANICZONE i wszystko jasne. Nie można budować kiedy się nie ma czym, kim, z czego. To nie będzie już kwestia pieniędzy, ale możliwości wykonawczych i trzymanie w ryzach inflacji.

    Kredyty będą mogły być umarzane po wykonaniu inwestycji pięknie owocujących. Przykładowo pożyczam na lokalne imperium medialne, uruchamiam je, działa kilka lat, zatrudniam parę osób, wszystko się kręci, są przychody z reklam, społeczność finansuje i po co system ma mnie dręczyć np 20-laty spłacania? Komu to potrzebne? System będzie należał wreszcie do Suwerena, a interesem Suwerena jest rozwój, a nie dojenie przedsiębiorczych dłużników aż zdechną. Udało się, bonus umorzenie i dalej można coś nowego znowu zdziałać. Mam teren budowlany, mogę postawić np pensjonat albo ośrodek konferencyjny itd To tylko przykłady. Bardziej mi chodzi o inwestycje samorządowe, ale rozumiane jako SPOŁECZNOŚCI i inwestycje krajowe jak np moja idea połączenia wszystkich gmin siecią szybkich kolei szynobusowych, ale bez cyrku 300-400km/h, wystarczy 160-200 km/h. Komunikacja nimi byłaby darmowa w II klasie. To zdejmie ruch z szos. Masa ludzi ocali życie.

    Wolny rynek po dwóch dekadach III RP budzi moje dreszcze, brzmi jak WYROK ŚMIERCI, dżungla. Jak go sobie wyobrażasz? Wszystko komercyjne, płatne w cenie rynkowej? Zdrowie, życie, kultura, edukacja, informacja? Chyba nie :)
  • @Marek Kajdas
    > Wolny rynek po dwóch dekadach III RP budzi moje dreszcze

    To nie jest wolny rynek, Panie Marku.
    To anarchia i walczące klany mafijne. Cytując za Nikanderem: "to zmowy cenowe, praktyki monopolistyczne, bezwzględna walka o rynek z użyciem kanonierek (teraz lotniskowców), przekupstwo, akcje reklamowe."

    A to nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem!
    Wolny rynek to bezwględny zakaz oszukiwania i kradzieży pod jakąkolwiek postacią! (w tym wprowadzania w błąd w reklamach, oszukiwania na cenie poprzez zmowy cenowe, itp. współczesne codzienne praktyki)
    - bo tylko to gwarantuje uczciwość relacji handlowych - a więc dobrowolność wymiany owoców swojej pracy - a to właśni jest wolny rynek.

    Chyba mi Pan nie powie, że wierzy Pan ludziom takim jak Balcerowicz, Tusk, Belka czy Bielecki - którzy MÓWIĄ, że mamy wolny rynek i liberalną gospodarkę ???!!!???!!

    Pan Jacek to doskonale ujął:
    {{ Głosi się hasło „Wolność i rozwój” (tytuł książki L. Balcerowicza) a realizuje zastój i zniewolenie. Jest to zgodne z masońską zasadą: „cały czas zaprzeczamy naszymi ustami temu, co robią nasze ręce”. }}
  • @autor
    Czy wolno mi zadać kilka pytań?

    1. Co to znaczy oprocentowanie pieniędzy, które ma być zakazane? Czy to samo co pożyczanie na procent? Jeżeli tak, to czy jakieś dobro np. mieszkanie można pożyczyć na procent np. za 10 procent wartości rocznie?

    2. skoro (słusznie zresztą) chce Pan zabronić używania pieniędzy z monetyzacji (czyli ludzkim językiem "dodrukowanych")- do udzielania kredytów, jednocześnie zabronić (prawdopodobnie, bo nie znam odpowiedzi na p.1) uzyskiwania procentu od zaoszczędzonych pieniędzy, a jeszcze do tego podzielić odpowiedzialność pomiędzy pożyczającego i biorącego pożyczkę, to skąd mają się wziąć środki na inwestycje? Innymi słowy; co ma skłonić ludzi do odkładania bieżącej konsumpcji (czyli oszczędzania) na rzecz konsumpcji przyszłej - czyli inwestowania?

    3. Jeżeli uczestnicy wymiany mogą dowolnie ustalić ceny towaru, to czy mogą również ustalić cenę odłożenia otrzymania danego towaru w czasie. Np. ustalamy cenę mieszkania na 200 tys, a cenę tego samego mieszkania do odbioru za rok na 160 tys. (pieniądze w obu przypadkach od razu)

    4. Jak nazwa WOLNY rynek ma się do tego, że państwo pod przykrywką "monetyzacji" będzie zabierać zabierać tym, którzy coś wytwarzają i otrzymują za to określoną ilość pieniędzy a następnie oddawać te zabrane pieniądze tym, którzy, pana zdaniem, bardziej tych pieniędzy potrzebują. Czy zabieranie pod przymusem czyjejś własności przez władze można pogodzić z nazwą WOLNY rynek? Czy nie należałoby uczciwie stworzyć jakąś inną nazwę?
  • @ all
    @ Freedom
    Ad. 5 Czy nasza dzisiejsza waluta PLN jest nasza? Raczej nie. Jest to waluta wymienialna na dolary, euro, funty i jeny. Bez tych walut i bez rezerw dewizowych (+ trochę złota ) PLN nie istniałaby. Możemy mieć oczywiście pieniądz taki jak stare PRL-owskie złote polskie, niewymienialny, ale czy bezpieczny? Teoretycznie możemy powołać nowy pieniądz jak np.. Chiemgauer w Niemczech. W Polsce były to Syrenki w Warszawie, ale to jest akcja praktycznie bez efektu; Syrenki chyba nie wystartowały w ogóle, tak jak i planowane przez nas Credo. Pozostaje zatem 1. PLN bez emisji narodowej bo jej warunkiem jest pokrycie w dolarach itp. w postaci rezerw lub 2. złoty polski, niewymienialny i nie uznawany za granicą wraz z czarnym rynkiem dolarowym w Polsce.
    Dlatego jestem za emisją euro przez narodowe banki centralne – tak jak było to zapisane w Traktacie z Maastricht , a nie tak, jak to dzieje się obecnie, iż jeden unijny bank centralny – EBC przejął całość emisji . Emisja euro narodowa, robiona przez NBP i inne banki narodowe w krajach UE jest moim zdaniem lepsza i rozwiązuje kwestię. Jak będzie pieniądz w Polsce nikt nie będzie nas wykupował, ludzie cenią swoją własność a pozbywają się jej głównie z braku pieniędzy, tak jak obecnie. Jak będą mieli pieniądze takie jak euro lub dolary – nikt nie przyjdzie z tymi samymi pieniędzmi ich wykupić. Pozostaje oczywiście kwestia dyscypliny emisyjnej i tu potrzebne byłyby ustalenia i porozumienia: międzynarodowa rada lub komisja itp.
    (inne propozycje trzeba byłoby opisać)
    @ Nikander
    Ad. 5 To same argumenty plus uwaga – nie ma stóp procentowych w pięciu postulatach
    @ Marek Kajdas
    Ad. 5 To same argumenty plus uwaga - Jestem za humanizowaniem UE, za przemianami lub za zawiązaniem nowych porozumień. Samotność państw narodowych to jest samobójstwo. Wszystkich można wykończyć po kolei. Lepiej się jednoczyć lub wprowadzać własne zasady do organizacji już istniejących. Ostrzegałem przez wchodzeniem do EU – ale pisałem, że jak wejdziemy (czy nas tam wepchną) trzeba i tak będzie realizować zasady DF tyle że na większa skalę. I tego się trzymam. Jak UE się rozpadnie zawiążemy nowe porozumienia bogatsi o doświadczenie unijne.
    W moich POSTULATACH wolny rynek to etyka i troska – przeczytaj. Piszesz tak jakbyś tego nie przeczytał lub nie zrozumiał . Trzeba oddzielać postulaty od istniejącej rzeczywistości – bez tego dyskusja utknie w nieporozumieniach.
    @ imran
    Polecam dokładne przeczytanie postu oraz ew. innych postów – bo musiałbym tutaj powtarzac wszystko jeszcze raz specjalnie dla Pana;
    Kwintesencja to:
    1. Pieniądz bez oprocentowania,
    2. Zamiast procentu udział w zysku realnym. Zysk i procent to nie są pojęcia tożsame, bez procentu (lichwy) tez można osiągać zyski. Pieniadz z monetyzacji to właśnie pieniądz do używania, to podstawa emisji należnej i bezzwrotnej, prowadzonej Pro Publico Bono, to pieniądz do zarabiania w realu: porzez prowadzenie realnej gospodarki i jej finansowanie.
    3. Uczestnicy wymiany mogą ustalić warunki transakcji wg własnych chęci – ale treść niezgodna z prawem ich nie zobowiązuje.
    4. Państwo dokonując emisji pieniądza na podstawie monetyzacji nikomu nic nie zabiera, ono wypuszcza nowe pieniądze jak bilety na nowo powstałe dobra; których dawniej nie było . Pokrycie towarowe pieniądza w swojej proporcji się nie zmienia - proporcja jest stała. Więcej towarów więcej pieniędzy u ludzi i u producentów dóbr konsumpcyjnych. Nie ma tu zabierania, tym bardziej pod przymusem. Jest zaplata za pracę i troska o zaspokojenie potrzeb i o dobre funkcjonowanie gospodarki. Polecam artykuł Nowa Architektura Finansowa na portalu Demokracja Finansowa. (www.rossakiewicz.pl)
  • @imran 18:30:58
    Spróbuję ja, a Autor ewentualnie mnie sprostuje.

    Ad.1 Mówimy o bankowości bezodsetkowej takiej jaka panuje w krajach arabskich. Tam też banki zarabiają inwestując pieniądze w gospodarkę. Zatem wynajem mieszkania za 10% jego wartości jest działalnością gospodarczą a więc jak najbardziej wskazaną. Krótko: promowany jest zysk na działalności gospodarczej a zabroniony na pożyczaniu pieniędzy.
    Ad.2. Jeśli mówisz o monetaryzacji to trzeba dodać, ze jest to "monetaryzacja parytetu gospodarczego" tak jak to rozumiał Jerzy Zdziechowski: nie ma przyrostu PKB nie ma "dodruku" pieniądza. Praktyczna realizacja postulatu Locke'a i Ricardo. Pieniądze z emisji trafiaja do gospodarki bezpośrednio poprzez budżet lub "dywidendę obywatelską" a nie za pośrednictwem banków. Bank komercyjny nie ma prawa otrzymywać od banku centralnego pożyczek lombardowych i redyskontowych i obraca jedynie depozytami. Emisja drogą pośrednią (poprzez lokaty obywateli)zasila depozyty bankowe.
    Ad.3 Ustalaniem cen rządzi mechanizm rynkowy. Jednak aby on dobrze działał strony muszą mieć prawo wyboru i decyzji. Stabilność cen ma utrzymać reguła emisyjna jak w p.2
    Ad.4 Totalne nieporozumienie. Państwo pod tą przykrywką nikomu niczego nie zabiera z wyłączeniem przywileju dla banków komercyjnych udzielania im pożyczek lombardowych i redyskontowych oraz prawo do kreacji pieniądza w systemie ograniczonej rezerwy. Banki muszą stosować "złotą zasadę bankowości" czyli mieć pełne pokrycie pożyczek w depozytach.

    Potraktuj państwo jako spółkę handlową, której jesteś udziałowcem i jeśli pojawia się zysk (przyrost PKB) to masz do niego prawo tak jak do dywidendy i wszystko wyda się prostsze.
  • @Jacek Rossakiewicz 21:49:21
    "...Pozostaje oczywiście kwestia dyscypliny emisyjnej i tu potrzebne byłyby ustalenia i porozumienia: międzynarodowa rada lub komisja itp.
    (inne propozycje trzeba byłoby opisać)..."

    Nie mam jednak pomysłu jak zapewnić jednakową wartość nabywczą tego Euro w poszczególnych krajach. Jednak dolar kanadyjski to trochę inna waluta niż dolar amerykański. Może jednak istnieje jakieś rozwiązanie "wyceny waluty".
  • @nikander 22:00:35 Jacek Rossakiewicz
    Ad1. przepraszam ale nie łapię. (do p. nikandera)
    Bank pożycza pieniądze na rok. Ten co pożyczył wymienia te pieniądze na mieszkanie które wynajmuje na 10%. po roku sprzedaje to mieszkanie za tą samą cenę (załóżmy że nie ma inflacji) i oddaje do banku. Pytanie; dlaczego bank mu pożycza bez odsetek zamiast zrobić to co on i zarobić.
    Pyt.II skąd bank ma te pieniądze, i czy ten, kto je zarobił również włożył je do banku bez odsetek. Dlaczego więc to on nie kupił mieszkania zamiast wyzbywać się pieniędzy na rok.
    O co tu chodzi?


    Ad2. Jeżeli banki obracają tylko depozytami pytanie; czy te depozyty są oprocentowane, a jeżeli tak, to skąd te pożyczki bezodsetkowe?

    Po drugie; W jaki sposób ta operacja ma się odbyć bez udziału banków? Czy ci wszyscy beneficjenci tych dodatkowych pieniędzy odbiorą je sobie sami w ministerstwie finansów? A może pocztą?

    Ad3 no więc taka umowa na sprzedaż z odbiorem towaru za rok po obniżonej cenie będzie dozwolona prawnie czy nie?

    Ad 4 Po pierwsze ustalmy rzecz oczywistą, że zwiększenie pieniędzy na rynku powoduje spadek wartości pozostałych pieniędzy.
    Tak samo jak wzrost ilości towarów spowoduje spadek ich wartości. Inaczej mówiąc wprowadzając odpowiednią ilość pieniądza tak aby ustalić ceny na stałym poziomie powodujemy, że towary nie zmniejszą swojej wartości co by się stało gdyby nie nasze działanie.
    Niezależnie od tego czy to dobrze czy źle że ceny nie spadają nie można zaprzeczać, że odebraliśmy tym działaniem ludziom pewną ilość dóbr, które mogliby kupić gdyby ceny spadły.
    Jeżeli następnie piszemy:
    cyt."a osoby niezdolne do pracy lub nie mogące jej uzyskać, mają zapewnioną opiekę finansową, podobnie jak osoby zaangażowane w wychowywanie dzieci – przyszłych uczestników rynku (w zależności od ilości dzieci)"
    to nie możemy chyba zaprzeczyć, że pieniądze, które przeznaczyliśmy na to dofinansowanie pochodzące z tej "monetyzacji" pochodzą od tych, którzy utracili w/w dobra. Prościej pisząc; ci którzy jak arbitralnie ustali władza potrzebują pomocy będą mogli zakupić pewną ilość dóbr w wyniku tego, że inni pewnej ilości dóbr nie będą mogli kupić na skutek braku spadku cen, który beż tej "monetyzacji" by nastąpił.

    Czy to jest słuszne, sprawiedliwe, potrzebne, słuszne zostawmy na boku. Ale zgódźmy się, że takiej operacji zabrania jednym i dania drugim, dokonaliśmy - jakkolwiek byśmy ją nie zawoalowali.

    Pozostaje więc pytanie o słuszność nazwy WOLNY rynek.

    cyt"
    Potraktuj państwo jako spółkę handlową, której jesteś udziałowcem i jeśli pojawia się zysk (przyrost PKB) to masz do niego prawo tak jak do dywidendy"
    Wszystko w porządku gdyby tak było, że każdy dostaje taką "dywidendę" jak w spółce w zależności od udziałów. Ja nie kwestionuje samej słuszności tej "monetyzacji". Ja kwestionuję to, że coś co jest udziałem wszystkich pracujących jest potem rozdzielane tylko niektórym - arbitralnie przez władzę wytypowanym. Chcielibyście być w takiej spółce, w której dywidenda jest rozdzielana według uznania zarządu, a wy którzy ją wypracowujecie nie macie nic do gadania?
  • @nikander 22:10:19
    Gdyby państwa zaakceptowały parytet gospodarczy i przestrzegały go, wówczas wszystko działałoby prawidłowo. Im bardziej sprawna gospodarka w danym kraju i im większa wydajność pracy, tym więcej pieniędzy i tym bogatsze społeczeństwo bowiem bank narodowy wówczas więcej emituje euro.

    Wartośc nabywacza nie musi byc taka sama , ceny moga byc inne, generalnie - stały powinien być kurs: 1euro zawsze równa sie 1 euro, bez względu na kraj w którym jest drukowane. Dlatego przepływ pieniędzy może się odbywać sprawnie i nie ma spekulacji. Zdrowy naród zadba o własne utrzymanie i nie będzie musiał sie wyprzedawać z ważnych aktywów, choć na handlu lub turystyce będzie mógł coś dodatkowo zarobić.

    Zdolność do emisji pozwala rozwijać przemysł. W krajach ubogich jest to szanasa na rozwój. Bezodsetkowy własny kredyt emisyjny (fundusz inwestycyjny) pozwala na inwestycje, ale nie pozwala na przejmowanie efektów pracy zagranicznym kredytodawcom - tak jak dzieje sie to dzisiaj w postaci pożyczek udzielanych w oprocentowanym pieniądzu dlużnym, który nota bene jest tworzony poprzez zwykły zapis bankowy lub dodruk. Panstwa taki dodruk mogą robic same u siebie, nie potrzebuja tego robić w poprzez EBC ani FED. Ważne, aby za tym dodrukiem stał wzrost wypracowanego towaru lub dodatkowa ilość usług. W przypadku funduszu inwestycyjnego pokrycie jest nieco odroczone, ale tak być może. Inicjatywy prywatne moga byc finansowane z oszczędnosci lub przez prywatną bankowość bezodsetkową z depozytów. Interesariusze dzielą sie sie wypracowanym zyskiem realnym.

    Problem pojawia sie wówczas kiedy narodowy bank centralny drukuje (emituje) więcej banknotów niż wynika to z parytetu gospodarczego. Wówczas potrzebna jest kontrola i tu jest problem: jak zapewnic uczciwośc takiej kontroli, nieprzekupność. Trzeba stworzyc przepisy , ale wówczas powoluje sie ludzi to kontroli kontrolerów. Dobry obyczaj i uczciwość byłyby lepsze, ale takie normy etyczne trzeba zaszczepiac dzieciom w rodzinach i szkolach od pierwszych lat życia. Nie ma chyba innej drogi. Jakas forma kontroli musi być a nadmierna emisja (bez pokrycia w towarach lub reaalizowanych inwestycjach) powinna byc wycofywana - sciagana za pomoca podatków i zamrażana do uzyskania pokrycia w wytworach gospodarki.
  • @Jacek Rossakiewicz 23:52:24
    Zastosowałem się do rady i przeczytałem artykuł o bankowości bezodsetkowej. Rozumiem o co chodzi.

    Mam tylko w takim razie jedno pytanie; dlaczego nazywa pan wolnym rynkiem coś, co jest jego zaprzeczeniem.

    Czy nie można nazywać pojęć adekwatnie do tego co zawierają. Ja nie dyskutuję o słuszności czy nie, ale jeżeli optuje się za systemem, w którym zabrania się zawierać dobrowolnych umów pomiędzy ludźmi, chce się zabierać jednym i dawać innym jakkolwiek by to nie zawoalować to nie można tego nazywać wolnym rynkiem. Czy to jest słuszne czy nie, to osobna dyskusja, ale to nie jest wolny rynek.
  • @imran 00:28:00
    Spadek cen oczywiście byłby czymś oczekiwanym z indywidualnej perspektywy, ale deflacja jest tak samo groźna jak inflacja. Musisz zrozumieć, że w gospodarkach w których dominującą formą zatrudnienia jest umowa o pracę występuja naturalne procesy inflacyjne: podwyżka płac stosowana jest jako system lojalnościowy akceptowany przez dwie strony stosunku pracy. Pracodawca aby na te podwyżki zarobić zwykle podnosi ceny. To co pracodawca jedną ręką daje inflacja drugą ręką zabiera. Chodzi o to aby poziom ten inflacji nie wymknął się spod kontroli.
    Istotnie "wolny rynek" jest tu nazwą niezbyt trafioną. Ja używa nazwy "społecznej gospodarki rynkowej" z mechanizmem rynkowym do ustalania cen i silnym państwem dbającym o to, aby ten mechanizm się nie zacinał.
  • @nikander 08:25:36
    "Musisz zrozumieć, że w gospodarkach w których dominującą formą zatrudnienia jest umowa o pracę występuja naturalne procesy inflacyjne"

    To jest nieprawda. Skąd wziąłeś taki pogląd? Zastanów się dlaczego np. ceny komputerów ciągle się obniżają, ceny telefonów komórkowych itp...?
    Ponieważ ich ilość wzrasta, więc naturalną rzeczą jest obniżanie się cen. Jak to inaczej wytłumaczysz? Chyba nie idąc za Twoją logiką, że pracownicy zatrudnieni u producentów telefonów obniżają sobie pensje?

    Jeżeli ilość towaru wzrasta to jego cena musi się obniżać. Jeżeli ilość wszystkich towarów w gospodarce wzrasta, to musi nastąpić deflacja. To naturalny proces. Nie ma czegoś takiego jak "naturalne procesy inflacyjne". Chyba, że nastąpiłoby obniżenie produkcji i zmniejszyłaby się ilość towarów na rynku. Dzieje się tak np. kiedy w wyniku złych warunków pogodowych zmniejszy się ilość np. zboża. Wtedy jego cena wzrasta. Ale nigdy nie będzie tak, żeby zmniejszyła się produkcja wszystkiego, więc ogólny wzrost cen może być spowodowany tylko przez zwiększenie ilości pieniądza.
    Inflacja następuje tylko wtedy, jeżeli zwiększymy ilość pieniędzy na rynku, co więcej inflacja rozumiana jako spadek wartości pieniądza nie musi wcale oznaczać wzrostu cen - jeżeli jednocześnie nastąpi wzrost ilości towarów.
    To jest chyba logiczne.

    Każde wprowadzenie nowych pieniędzy na rynek obniża wartość wszystkich pozostałych pieniędzy, tak jak wyprodukowanie nowych komputerów obniża wartość tych, które już są, a gdyby się nagle okazało, że Leonardo namalował 100 dokładnie takich samych "Dam z gronostajem" i wprowadzono by je w obieg, to oczywiście cena tej jednej spadłaby na pysk; innym słowem wprowadzając te obrazy odebralibyśmy pewien majątek posiadaczowi "tej jednej" "Damy z gronostajem". Tak samo wprowadzając dodatkowe pieniądze odbieramy pewien majątek wszystkim posiadającym pieniądze; niezależnie czy ceny wzrosły czy spadły czy pozostały bez zmian.

    Ja nie upieram się, że to źle, ale fakt jest faktem. Jeżeli pieniądze przeznaczymy na cele wspólne; jak wojsko, policja, sądy i inne, to - chociaż nie jestem tego zwolennikiem, niech tak będzie.
    Natomiast jeżeli dajemy ten pieniądz "wybrańcom" to nie można tego nazywać wolnym rynkiem. Niech będzie "społeczna gospodarka rynkowa". Wtedy ja, mówiąc, że jestem zwolennikiem "wolnego rynku" nie mogę być posądzony o popieranie tego co Pan Rossakiewicz.

    Dbajmy o czystość pojęć. Zabieranie jednym i dawanie innym jest zaprzeczeniem wolnego rynku i tyle.
  • @imran 11:13:03
    Przeczytał Pan - ale nie zrozumiał.

    Państwo dokonując emisji pieniądza na podstawie monetyzacji nikomu nic nie zabiera, ono wypuszcza nowe pieniądze jak bilety na nowo powstałe dobra; których dawniej nie było . Pokrycie towarowe pieniądza w swojej proporcji się nie zmienia - proporcja jest stała. Pieniądz emitowany w taki sposób nie zmniejsza wartości pieniądza, który już był na rynku. To nie jest jak z dodrukiem banknotów wobec stałej ilości złota. Wzrost ilości pieniądz podąża za wzrostem ilości towarów. Stąd nazwa: parytet gospodarczy

    Podobnie nie ma w opisanej koncepcji wolnego rynku przymusu, zabierania, ani zakazu zawierania dobrowolnych umów. Wręcz odwrotnie jest ochrona prawa do zawierania dobrowolnych umów, poprzez tworzenie warunków, w których jedna strona nie może wykorzystywać przymusowego położenia drugiej strony. Oprocentowany kredyt kwitnie dzisiaj, bo nie ma emisji pełnowartościowych pieniędzy i ludzie nie maja jak ich zarobić – muszą pożyczać. Im mniej zamożny człowiek tym na większy procent musi pożyczać, bo bankier podwyższa mu procent za ryzyko. To nie jest dobrowolna umowa – ale wyzysk, nie jest to wolny rynek tylko niewola finansowa zrealizowana poprzez brak emisji pełnowartościowego pieniądza. Nie ma tu wolności, ale samowola chciwego bankiera. Dzisiaj wszystkie nasze pieniądze są długiem. Chcąc się uwolnić od długu musi Pan pogrążyć innych ludzi w większym długu, gospodarowanie staje się źródłem zadłużenia społeczeństwa, poprzez taką dziwną emisje długów itp.

    Niech Pan czyta dalej – jak Pan chce - bo na razie Pan nie rozumie naszego innego podejścia do spraw monetarnych. Polecam: Nowa Architektura Finansowa.
  • @imran @Jacek Rossakiewicz @nikander
    Panie Imran,
    ma Pan oczywiście 100% racji sprawach ilości pieniądza w obiegu - tak jest w istocie jak Pan pisze.

    Zapraszam Pana do zapoznania się z genialnym pomysłem wykorzystania tych zjawisk do rewolucyjnej zmiany systemu podatkowego:
    http://freedom.nowyekran.pl/post/34518,istnieje-podatek-doskonaly-fenomen-inflacji

    A właściwie do zastąpienia całego obecnego systemu podatkowego jednym doskonałym podatkiem emisyjnym.
    Skoro Pan rozumie wspomniane zjawiska - to wierzę, że będzie Pan w stanie dostrzec potencjał tego prostego, innowacyjnego podejścia do finansowania państwa ;)

    Pan Jacek oraz Pan Nikander rzeczywiście nie do końca sobie zdają sprawę, że pieniądz to tylko umowny symbol wartości - i jego emisja w żaden sposób nie zwiększa prawdziwego bogactwa - za to powoduje transfer bogactwa z kieszeni użytkowników pieniądza do emitenta.

    Pracuję nad tym cierpliwie, żeby im to uzmysłowić - ale na dzień dzisiejszy znacznie ważniejsze jest to co nas łączy - a nie "szczegóły" które nas różnią - i nad którymi możemy się porozumieć PO OBALENIU tego chorego systemu który mamy obecnie.

    ;) proszę zatem nie dać się zrazić do siebie nawzajem - ma Pan rację - ale nie wszyscy potrafią to od razu zobaczyć - podobnie jak z mechanizmem oszustwa giełdowego ;)

    Pana Jacka i Nikandera gorąco zapraszam do przeczytania tej krótkiej wymiany zdań na ten właśnie temat:
    http://freedom.nowyekran.pl/post/50250,chrzescijanskie-panstwo-wolnosc-wlasnosc-sprawiedliwosc#comment_367011
    Pozdrawiam
  • @Freedom 16:22:59 @imran
    "...Pan Jacek oraz Pan Nikander rzeczywiście nie do końca sobie zdają sprawę, że pieniądz to tylko umowny symbol wartości - i jego emisja w żaden sposób nie zwiększa prawdziwego bogactwa - za to powoduje transfer bogactwa z kieszeni użytkowników pieniądza do emitenta..."

    Propozycja pana Jacka i moja jest taka, nie ma emitenta, który by się bogacił. Koniec z emisją fiducjarną. Zdaje się, ze jeszcze tego jasno nie przekazaliśmy.

    @imram

    O tym, że presja na płace powoduje presję inflacyjną nie wiedzieli tacy geniusze ekonomi jak Lech Wałęsa, Bielecki, Mazowiecki i cała ta styropianowa hołota. Żyłem w tamtych czasach: strajk był polskim patriotycznym obowiązkiem za amerykańskie pieniądze. Skończyło się tak ja się skończyło. W piątek kostka masła za 20 zł w sobotę za 200 w poniedziałek za 1000. Ku przestrodze.
  • @nikander 18:09:59
    > Propozycja pana Jacka i moja jest taka, nie ma emitenta,
    > który by się bogacił.

    Wiemy i rozumiemy, Nikander. To jest bardzo jasne i proste.
    Dlatego namawiam Pana Imrana, żeby nie kruszył kopii bo jest to lepsze rozwiązanie niż bogacenie się banków - to oczywiste.

    Wy natomiast nie rozumiecie, że zwiększenie ilości pieniądza w obiegu nic nie daje. Jest przezroczyste dla gospodarki.
    A) Jeśli pieniądz "dodrukowują" banki - one bogacą się kosztem społeczeństwa.
    B) Jeśli pieniądz emituje państwo - państwo bogaci się kosztem społeczeństwa (i dlatego jest to doskonały podatek! - bo nie trzeba go rozliczać ani płacić - on już jest ściągnięty w chwili emisji !!!)
    C) Jeśli wyemitowany pieniądz trafia do całego społeczeństwa - NIKT NIC NIE ZYSKUJE i nikt nic nie traci
    D) Jeśli wyemitowany pieniądz trafia do wybranych grup - te wybrane grupy bogacą się kosztem reszty społeczeństwa

    Dzisiaj mamy A - najgorszy wariant.

    Wy chcecie D - wariant również zły - ale chociaż bogacą się zwykli ludzie - a nie banki - i to już jest korzyść - ale ciągle tylko dla wybranych. Poza tym wszyscy ponosimy koszty operacji podziału wyemitowanych pieniędzy.

    Wariant C też rozważacie - ale on jest kompletnie bez sensu - bo nikt nic nie zyskuje - a wszyscy tracimy na kosztach operacji podziału wyemitowanych pieniędzy.

    Ja proponuję B - bo to jest najprostsze i najsensowniejsze co można zrobić - skoro państwo wyemitowało pieniądz - i JUŻ SIĘ wzbogaciło kosztem społeczeństwa - to znaczy, że społeczeństwo już nie musi się na państwo zrzucać w podatkach - podatki można ZLIKWIDOWAĆ !!!

    - nie ma wtedy kosztów operacji podziału wyemitowanych pieniędzy
    - i co najważniejsze - WSZYSCY ZYSKUJEMY na tym, że nie ponosimy kosztów funkcjonowania obecnego systemu podatkowego !!!
    (które Ty sam, Nikander, szacujesz na minimum 45 mld złotych!)

    Ja Waszą propozycję rozumiem, nie wiem czy Wy zdajecie sobie sprawę z tego co proponujecie :)
  • @Freedom 19:03:35
    Są dwa problemy:
    1. Nie mam zdecydowanego faworyta co do sposobu "rozproszenia emisji". W każdym jest jakieś racjonalne jądro. Trudno by mi było nawet ocenić w ilu procentach jestem do poszczególnych rozwiązań przekonany. Niektórzy nazywają to "stanem inkubacji " pomysłu. Niech on jeszcze jakiś czas trwa.
    2. Gdyby potrzeby emisyjne były stabilne, tzn. w każdym roku przyrost PKB byłby w miarę duży. To Twój Pomysł byłby optymalny. Jednak jeśli przyrost PKB wyniósłby zero to w budżecie nie można by tych kwot ująć.

    Pogłówkujmy jeszcze trochę.
  • @nikander 18:09:59
    "O tym, że presja na płace powoduje presję inflacyjną nie wiedzieli tacy geniusze ekonomi jak Lech Wałęsa, Bielecki, Mazowiecki i cała ta styropianowa hołota. Żyłem w tamtych czasach: strajk był polskim patriotycznym obowiązkiem za amerykańskie pieniądze. Skończyło się tak ja się skończyło. W piątek kostka masła za 20 zł w sobotę za 200 w poniedziałek za 1000. Ku przestrodze."

    A wtedy pieniądze nie były "dodrukowywane" na potęgę?

    Niech pan spróbuje pomyśleć logicznie. Jeżeli bez zwiększania ilości pieniądza robotnicy wymusiliby podwyżki płac przedsiębiorstwa podniosłyby ceny, ale żeby wypłacić pracownikom musieliby sprzedać produkt, a kto kupiłby ten drogi produkt jeżeli przed otrzymaniem wyższych płac ludzie nie mieliby jeszcze tych dodatkowych pieniędzy z podwyżek?
    Przedsiębiorstwa musiałyby zaciągnąć kredyty na te podwyższone wynagrodzenia, a skąd pieniądze na te kredyty skoro ilość pieniądza się nie zwiększa?

    2+2=4 . Jeżeli jest dana ilość pieniądza na rynku i dana ilość dóbr do wymiany, to za te pieniądze można kupić te dobra po danej cenie i koniec. Nic do tego nie ma wysokość płac.
    Panowie przypominacie mi matematyka, który obie strony powyższego równania dzieli przez jakąś liczbę, mnoży, potęguje i wykonuje jeszcze milion skomplikowanych działań, których przeciętny człowiek nie jest w stanie prześledzić i sprawdzić i na końcu wychodzi mu 2+2=6.
    A ja bez sprawdzania tych wszystkich działań twierdzę, że wynik jest 4.
    Tak samo wiem, że przy niezmiennej ilości pieniędzy i towarów średnie ceny się nie zmienią, a przy wzroście ilości towarów ceny spadną, a przy wzroście ilości pieniędzy przy stałej ilości towarów wzrosną itd.
  • @Jacek Rossakiewicz 13:46:15
    @Jacek Rossakiewicz 13:46:15
    Panie Jacku, litości...
    "Państwo dokonując emisji pieniądza na podstawie monetyzacji nikomu nic nie zabiera, ono wypuszcza nowe pieniądze jak bilety na nowo powstałe dobra; których dawniej nie było "

    Ja dobrze to zrozumiałem. Pan chce udowodnić, że 2+2=6

    Jeżeli zostało wyprodukowanych np. 10% dodatkowych, nowo powstałych dóbr. Państwo wydrukowało bilety na te dobra i dało te bilety np. mi. Następnie ja wymieniłem te bilety na te nowe dobra.
    Pan chce mnie przekonać że to nie to samo jak gdyby te nowe dobra zostały mi przekazane bezpośrednio?
    Dostałem dobra wytworzone przez wszystkich a Pan twierdzi, że nic nikomu nie zostało zabrane.

    A dlaczego akurat ja je dostałem? Dlaczego nie zostały rozprowadzone między wszystkich?
    Pomiędzy wszystkich rozprowadza je np. deflacja, ewentualnie można je potraktować tak, jak chce Freedom jako forma podatku.
    Przekazanie ich dla "potrzebujących" - to jest zaprzeczenie wolnego rynku.

    Druga sprawa;
    Ktoś ma 200tys zł. Może je wymienić na mieszkanie 60m. Ja nie mam tych pieniędzy, a chcę mieć mieszkanie. Mam do wyboru; wynająć mieszkanie za 1000zł miesięcznie, lub zawrzeć z tym kimś umowę;
    dajesz mi te pieniądze na mieszkanie, a ja płacę ci 1000zł miesięcznie przez 30 lat czyli w sumie 360tys czyli 160tys odsetek od twoich 200tys.

    Dla mnie się to opłaca, bo koszty takie jak wynajmu, a zyskuję mieszkanie po 30 latach, jemu się to opłaca, bo po 30 latach może kupić sobie 120m. (zakładamy brak inflacji), a dla niego 120m za 30 lat jest bardziej cenne niż 60m teraz. Dla mnie natomiast 60m teraz jest bardziej cenne niż 120m za 30 lat. Obaj zyskujemy.

    Ale państwo mówi nie. Oprocentowanie pieniędzy jest zabronione. Również bank nie może ze mną takiej transakcji zawrzeć.

    To jest również zaprzeczenie wolnego rynku.
  • @Freedom 19:03:35
    "Ja proponuję B - bo to jest najprostsze i najsensowniejsze co można zrobić - skoro państwo wyemitowało pieniądz "

    A ja bym nie skreślał deflacji. W dzisiejszej gospodarce opartej na kreowaniu pieniędzy potrzebna jest nawet niewielka inflacja, bo ona jest czynnikiem dodatkowo pobudzającym popyt, zapobiegającym tezauryzacji pieniędzy. Deflacja działa odwrotnie ludzie kupują tylko to co jest im naprawdę potrzebne, bo przecież "drożej nie powinno być". Dla obecnego systemu to zabójcze; trzeba kupować, kupować żeby można było produkować, produkować, żeby można było drukować drukować bez uruchamiania hiperinflacji.

    Ale w normalnym systemie dobrobyt nie powstaje z konsumpcji i marnotrawstwa, tylko z oszczędzania, inwestowania tego co zaoszczędzone i pracy dla zaspokajania swoich realnych a nie wymuszonych przez system potrzeb.
    Moim zdaniem w takim systemie deflacja nie stanowi problemu.

    Natomiast system pobierania podatku inflacyjnego byłby OK gdyby była gwarancja, że będzie on przeznaczony na cele wspólne jasno określone. To jest podstawa.
    Łatwość jego pobierania może spowodować, że rząd znajdzie kreatywny sposób na pobudzanie wzrostu produkcji przez co uzyska więcej środków do dyspozycji i będzie to co teraz. A że banki na tym nie zarobią jest wątpliwe. Bo jak rozdysponowywać te pieniądze bez udziału banków i ich prowizji?

    Jeżeli chodzi o samo pobieranie podatków to inflacyjny jest niesprawiedliwy, bo najbardziej dotyka oszczędzających, ponadto jak już pisał Nikander wahania wzrostu produkcji zmieniają jego ilość.

    Idealnymi podatkami są dla mnie
    - pogłówny, bo sprawiedliwie każdy składa się na podstawowe funkcje państwa z których każdy korzysta.
    - od nieruchomości - bo im droższa nieruchomość tym większe wydatki na jej ochronę przez państwo

    To co proponujesz to najmniejsze zło przy założeniu, że musimy "monetyzować", ale czy nie lepiej optować za deflacją i najlepszymi podatkami?
  • @imran 21:24:20
    Czy zapoznał się Pan z moją propozycją podatku emisyjnego?
    http://freedom.nowyekran.pl/post/36018,fenomen-deflacji-i-inflacji-teoria-normalnosci

    > jak już pisał Nikander wahania wzrostu produkcji zmieniają jego ilość.

    > To co proponujesz to najmniejsze zło przy założeniu, że musimy
    > "monetyzować", ale czy nie lepiej optować za deflacją i najlepszymi
    > podatkami?

    :) Ja nie zakładam, że musimy monetyzować! Ja uważam tak jak Pan, że deflacja jest naturalnym sposobem aby ze wzrostu gospodarczego korzystali wszyscy. I naturalny spadek cen, będący skutkiem wzrostu ilości i jakości dostępnych dóbr jest oczywiście KORZYSTNY dla wszystkich.

    To Nikander i Pan Rossakiewicz uważają, że musimy monetyzować - ja tylko staram się im uzmysłowić, że jeśli tak uważają - to tym bardziej powinni popierać moją propozycję. Skoro i tak uważają, że trzeba emitować pieniądze - to róbmy to w najbardziej sensowny sposób - czyli wariant B.

    Mój pomysł zakłada, że najpierw powstaje budżet - a następnie Skarb Państwa emituje tyle pieniędzy ile jest potrzebne na realizację budżetu - i tyle.

    To czy w efekcie odczujemy inflację czy deflację - zależy tylko od tego czy budżet jest rozsądny - a więc wydajemy mniej niż zarabiamy (wtedy kraj się bogaci i mamy deflację) - czy też budżet jest nierozsądny (jak dzisiaj!!!) czyli wydajemy więcej niż jesteśmy w stanie "zarobić" (i wtedy kraj biednieje i mamy inflację)

    To byłby najprostszy, najrzetelniejszy i naturalny wskaźnik - czy rząd wydaje za dużo czy nie - i taką informację zwrotną społeczeństwo uzyskałoby w ciągu paru miesięcy - i to byłaby najlepsza MOTYWACJA dla rządzących, żeby jednak wydawać ROZSĄDNIE !!!

    A dzisiaj? wydajemy więcej niż zarabiamy - kraj się zadłuża - ale skutki tych decyzji odczuwamy po latach - i nikt już nie może ich powiązać z prawdziwym winowajcą!!!
    Mamy pewne "szczęście" w nieszczęściu, że PO rządzi drugą kadencję - bo to pierwszy przypadek, że ekipa rządząca zbierze BURZĘ którą sama zasiała!

    > A że banki na tym nie zarobią jest wątpliwe. Bo jak rozdysponowywać
    > te pieniądze bez udziału banków i ich prowizji?

    :) Banki w tym w ogóle nie brałyby udziału!
    Te pieniądze emituje Skarb Państwa - one już są w tym momencie "rozdysponowane" (to jest już "ściągnięty" podatek) - i teraz państwo najnormalniej w świecie wydaje te pieniądze na swoje funkcjonowanie (w formie pensji policjantów, żołnierzy, itd., świadczeń już nabytych jak emerytury, i innych normalnych wydatków budżetowych) - w ten sposób trafiają one do obiegu.

    Pogłówny jest jakimś rozwiązaniem przy założeniu, że muszą istnieć jakieś podatki, które trzeba płacić - a mój pomysł jest rewolucyjny - bo w ogóle znosi potrzebę i przymus PŁACENIA podatku - bo podatek "ściąga się sam".

    PS. Na koniec musi Pan wiedzieć, że po 2-3 latach od wdrożenia podatku emisyjnego gospodarka byłaby tak prężna, że naturalna byłaby właśnie deflacja - a jeśli Pan Rossakiewicz i Nikander boją się deflacji - to zawsze można emitować więcej, żeby utrzymać stałe ceny i będzie to NADWYŻKA budżetowa - którą np. można poprzez referendum przeznaczyć na najbardziej popularny cel (kupienie kalekom nowych protez albo wysłanie sierot na wakacje zagraniczne - tutaj dobroczynność ograniczona byłaby tylko naszą wyobraźnią)
  • @imran 20:31:23
    Prosilem Pana o uważne przeczytanie postów, żeby nie musieć powtarzać od nowa wszystkich twierdzeń. Ale Pan nie chce tego zrobic i woli polemizowac ze swoimi wlasnymi tezami traktując je tak jakby to były moje propozycje.

    Powtrazam zatem po raz chyba 4 w tym temacie iz emisja pieniędzy na zasadzie parytetu gospodarczego nikomu nic nie zabiera, bo to nowe pieniądze. Sa one rozdysponowywane poprzez budzet - jak napisalem:

    3. finansowanie budżetu nie tylko z podatków ale i z bieżącej monetyzacji przyrostu dóbr przez NBP (J.R. 06.02.2012 22:28:20)
    Nie sa to pieniadze przeznaczone dla Pana jak w pańskim przykladzie. Budzet to finasowanie potrzeb spoolecznych, wszyscy na tym zyskują; poprzez lepsza edukacje slużbe zdrowia, drogi, budownictwo mieszkaniowe (teraz niesłusznie zarzucowe) itp. Trzeba aby dopouścił Pan do świadomośći ideę wspólnego dobra, solidarnosci pomiędzy ludżmi, poczucie więzi spolecznej. Bez tego nie zrozumie Pan nowych teorii ekonomicznych, ugrzężnie Pan w świecie zysku jednostki i skrajnym indywidualizmie. Ludzka wspólnota to personalizm ale on realizuje sie poprzez więzi międzyludzkie - milość bliźniego.

    Pana przyklad z mieszkaniem 60m2 z jego potrzebą moze byc rozwiązany inaczej. Może pan dostac mieszkanie od wspólnoty, od spoleczenstwa (panstwa), jeżeli jest Pan bezdomny, albo chce Pan zalożyc rodzinę. Do takiego wariantu zmierzamy w teorii i w postulatach. Kredyt będzie na to niepotrzebny, ale jeżeli chce Pan mieć 120 m2 albo 240 m2 to niech pan sobie bierze kredyt, i splaca go z odsetkami. Pana sprawa.
    Inni moga zrealizowac to poprzez kredyt bezodsetkowy jak zaistnieja takie mozliwości. Jest to kwestia przyszlości - dobro obfituje. Niech Pan poczyta np. o Libii w innych postach: choćby: EKONOMIA A LUDZKIE INTENCJE. Ekonomia pozytywna.
  • @Freedom 23:43:22
    Skomentowalem Pana teorię dotyczącą deflacji w temacie pod wyszczegolnionym linkiem - tam gdzie ja Pan opisał:
    http://freedom.nowyekran.pl/post/36018,fenomen-deflacji-i-inflacji-teoria-normalnosci.
  • @imran 20:26:42
    Zaczynają mi ręce opadać. Ja opisuję to co się stało, a nie to co by się stać mogło. Piszesz"...Przedsiębiorstwa musiałyby zaciągnąć kredyty na te podwyższone wynagrodzenia, a skąd pieniądze na te kredyty skoro ilość pieniądza się nie zwiększa?..." Zadaj sobie raczej pytanie skąd przedsiębiorstwo miało kasę aby tę pożyczkę oddać? Pomyśl, to nie boli.
  • @Freedom 23:43:22
    "....Ja uważam tak jak Pan, że deflacja jest naturalnym sposobem aby ze wzrostu gospodarczego korzystali wszyscy..." pobożne życzenie.

    Procesy inflacyjne i deflacyjne są pompą ssąco tłocząca, kreowaną przez banksterów, aby przepompować kasę z kieszeni biednych do bogatych.

    Jedyną zdrową gospodarką jest gospodarka stałych cen. Dobrze to rozumiał i Erhard i Adenauer. Był to podstawowy kanon nadreńskiego modelu kapitalizmu. Do nas - niestety - przyszła amerykańska qrwizna i miesza ludziom w głowach.
  • @nikander 08:06:34
    "Zadaj sobie raczej pytanie skąd przedsiębiorstwo miało kasę aby tę pożyczkę oddać? Pomyśl, to nie boli."

    No więc nie będę się powtarzał tylko zacytuję to, co napisałem:

    "
    A wtedy pieniądze nie były "dodrukowywane" na potęgę?"

    Myślałem, że wystarczy takie pytanie retoryczne, żebś domyślił, jeżeli nie, to napiszę pełnym zdaniem:

    To co opisujesz, czyli hiperinflacja, było spowodowane wzrostem ilości pieniądza w obiegu. Inaczej być nie mogło. Przy stałej ilości pieniądza nie ma możliwości wystąpienia hiperinflacji co chyba dość jasno wykazałem:

    cyt. "Jeżeli bez zwiększania ilości pieniądza robotnicy wymusiliby podwyżki płac przedsiębiorstwa podniosłyby ceny, ale żeby wypłacić pracownikom musieliby sprzedać produkt, a kto kupiłby ten drogi produkt jeżeli przed otrzymaniem wyższych płac ludzie nie mieliby jeszcze tych dodatkowych pieniędzy z podwyżek?
    Przedsiębiorstwa musiałyby zaciągnąć kredyty na te podwyższone wynagrodzenia, a skąd pieniądze na te kredyty skoro ilość pieniądza się nie zwiększa? "

    Spróbuj wykazać, że przy braku zwiększania ilości pieniądza w obiegu może nastąpić lawinowy wzrost cen i płac. Powodzenia.
  • @imran 09:55:26
    Kochany, wtedy pieniądze drukowało się na potęgę!. Procederowi temu przyświecała CYNICZNA zasada: co Wałęsa wystrajkuje inflacja zabierze. Oby jeszcze trochę utrzymać się przy władzy.Temu kretynowi (Wałęsie) wydawało się, że władza pieniądze ma tylko, je gdzieś schowała. Wierzyli w to prawie wszyscy. Ten proceder przyhamował dopiero stan wojenny a później "popiwek" (podatek od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń). Później trzeba było sprzedać gospodarkę w obce ręce, aby "oni" wybili solidaruchom z głowy strajki. Teraz z tych qtasów robi się bohaterów. Przykro o tym pisać i pisać bez zdenerwowania.

    Cudów nie ma, jest natomiast naturalna presja inflacyjna i której powinien wiedzieć ekonomista.
  • @Jacek Rossakiewicz 02:21:24
    cyt."
    Powtrazam zatem po raz chyba 4 w tym temacie iz emisja pieniędzy na zasadzie parytetu gospodarczego nikomu nic nie zabiera, bo to nowe pieniądze. Sa one rozdysponowywane poprzez budzet"

    Pan mi zarzuca, że tego nie rozumiem pomimo, że wykazałem jasno że to jest nieprawda.
    Pisze Pan: cyt."Nie sa to pieniadze przeznaczone dla Pana jak w pańskim przykladzie. Budzet to finasowanie potrzeb spoolecznych"

    Panie Jacku, no przecież nie twierdzi Pan chyba, że do wykazania czy następuje proces "zabierania" czy nie, ma jakiekolwiek znaczenie komu te pieniądze będą przekazane?
    Dodatkowo wytworzone dobra pierwotnie należały do tych, którzy je wytworzyli. Jeżeli ktoś inny chciałby je od nich nabyć musiałby w zamian zaoferować równoważne dobra wytworzone przez siebie (pieniądze reprezentujące te dobra).
    Jeżeli Pan chce przekazać komukolwiek nowe pieniądze reprezentujące te dobra, to chyba jasne jest, że on, czy ta grupa beneficjentów może następnie nabyć te dobra za pieniądze reprezentujące właśnie te same dobra.
    To mniej więcej tak, jakbym wymienił się z Panem - wziął pańskie nowo wybudowane przez Pana mieszkanie, a w zamian przekazał akt własności pańskiego mieszkania (nowo wydrukowany). Stalibyśmy się współwłaścicielami pańskiego mieszkania, a Pan by twierdził, że nic Panu nie zabrałem?

    Pisze Pan dalej:
    cyt."Budzet to finasowanie potrzeb spoolecznych, wszyscy na tym zyskują; poprzez lepsza edukacje slużbe zdrowia, drogi, budownictwo mieszkaniowe (teraz niesłusznie zarzucowe) itp. Trzeba aby dopouścił Pan do świadomośći ideę wspólnego dobra, solidarnosci pomiędzy ludżmi, poczucie więzi spolecznej."

    Drogi Panie Jacku. Ja nie dopuszczam do świadomości idei wspólnego dobra itd... bo jestem zwolennikiem wolnego rynku. Te idee niosą za sobą zabieranie jednym i dawanie innym, a wolny rynek to wyklucza.
    Pan może być zwolennikiem czegoś innego np. "Społecznej gospodarki rynkowej".
    Możemy dyskutować, który system jest lepszy.

    Jak by Pan chciał dyskutować z kimś, kto odkrywając jakieś nowe zwierzątko w Ameryce płd nazwał je "koniem" i mówił; Koń jest bardzo mało przydatny człowiekowi ze względu na swoją delikatną budowę, miękkie futerko i niewielkie rozmiary nie może wykonywać żadnych ciężkich prac a tym bardziej służyć jako środek transportu, jednak może być wykorzystywany jako przytulanka dla małych dzieci.

    Najpierw trzeba ustalić co jest koniem a co nie jest. Może pan to zwierzątko nazwać "koniem", ale jaką nazwę zaproponuje Pan wtedy dla prawdziwego konia.

    A co do drugiej części to mam pytanie:

    Co pan rozumie przez; "Może pan dostac mieszkanie od wspólnoty, od spoleczenstwa (panstwa)"

    Czy Panu się to podoba czy nie, wspólnota, społeczeństwo, państwo składa się z indywidualnych jednostek. Na jakiej zasadzie każda z tych jednostek, ludzi, miałaby mi przekazać to mieszkanie, lub środki na nie.

    Bo jeżeli dobrowolnie to nie jest to sprzeczne z moim pojęciem wolnego rynku, ale obawiam się, że Panu chodzi o to aby państwo w jakiś sposób zmusiło te jednostki do tego , a to już jest sprzeczne z wolnym rynkiem.
  • @nikander 10:45:59
    "Cudów nie ma, jest natomiast naturalna presja inflacyjna i której powinien wiedzieć ekonomista."

    Występuje naturalna presja pracowników na wzrost płac. Występuje również naturalna presja pracodawców na obniżanie płac. Naturalna presja kupujących na obniżanie cen i sprzedających na ich podwyższanie.
    I co z tego?

    Ta dyskusja zaczęła się od Twojego twierdzenia:

    "Musisz zrozumieć, że w gospodarkach w których dominującą formą zatrudnienia jest umowa o pracę występuja naturalne procesy inflacyjne: podwyżka płac stosowana jest jako system lojalnościowy akceptowany przez dwie strony stosunku pracy. Pracodawca aby na te podwyżki zarobić zwykle podnosi ceny. To co pracodawca jedną ręką daje inflacja drugą ręką zabiera."

    Ja chcę tylko przedstawić moje jasne stanowisko, że procesy inflacyjne nie są czymś naturalnym, lecz wynikają ze zwiększania ilości pieniądza na rynku przez rządzących. Nie ma w tym nic naturalnego.
    Różnego rodzaju presje są naturalne, ale nie mają nic wspólnego z inflacją.
    Twoje ostatnie zdanie mogłoby brzmieć;
    - to co pracownik wypracowuje, a pracodawca mu przekazuje, rząd dodrukowując pieniądze zabiera.
  • @imran 11:15:52
    Z Pana odpowiedzi widać właśnie, iż Pan nic z tego co napisałem nie rozumie. Stare koncepcje i nawyki myślowe trzymają Pana w garści.

    Deweloper, który wybuduje mieszkania sprzedaje je na rynku i dostaje za nie pieniądze od klientów. Cena sprzedaży jest ceną rynkową, wynikającą z oferty mieszkań na rynku i z popytu na mieszkania. Monetyzacja dóbr w postaci emisji nie ma bezpośredniego wpływy na cenę, nie ingeruje w nią, ani w prawo własności, które podczas kupna przechodzi z przedsiębiorcy(sprzedawcy) na kupującego.

    Po co jest zatem monetyzacja. Monetyzacja to wyrażenie w pieniądzu wzrostu majątku narodowego (społecznego) całej wspólnoty, która żyje na danym terenie, państwie czy też np. UE. Dzięki monetyzacji majątku (na zasadzie parytetu gospodaczego) można zarobić pieniądze na mieszkanie. Te pieniądze zostały wyemitowane i sa obecne we wspólnocie, zostały rozłożone zgodnie z potrzebami społecznymi przez budżet. Gdyby tych pieniędzy nie było , nie zostałyby wyemitowane, kupujący musiałby przejąć pieniądze kosztem społeczeństwa, zubożyć je, lub musiałby zaciągnąć kredyt w banku (tradycyjnie oprocentowany dodatnio) a potem spłacać kredyt z odsetkami, czyli zubożyć społeczeństwo o większa kwotę.

    Emisja monetyzacja pozwala zarabiać pieniądze i kupować potrzebne dobra. Dzięki niej przedsiębiorcy mogą sprzedawac swoje produkty i osiągąć dochód. Jak ważna jest sprzedaż mieszkań deweloperzy wiedza najlepiej. Monetyzacja to umożliwia , jak byłaby prowadzona nie byłoby świeżo wybudowanych pustostanów, a deweloperzy nie bankrutowaliby tylko zaspokajali potrzeby społeczne. MONETYZACJA JEST WARUNKIEM ISTNIENIA WOLNEGO RYNKU, bez niej mamy finansowe zniewolenie, ekspansją długów i de facto depopulacje narodu (finansową eutanazję).

    Pisze Pan „Ja nie dopuszczam do świadomości idei wspólnego dobra itd... bo jestem zwolennikiem wolnego rynku” (koniec cytatu)

    Ja sądzę, że albo jest Pan kompletnie nieświadomy, albo czerpie Pan korzyści z finansowego zniewolenia ludzi i ich zadłużenia i dlatego woli Pan pojmować wolny rynek jako prawo do gospodarczej samowoli i manipulacji finansowej: kreacja długów. To co obecnie przedstawia się i nazywa wolnym rynkiem jest przeciwieństwem wolności jest to ograbianie ludzi przy użyciu hasła "wolny rynek" i "dobrowolność transakcji" (de facto z braku pieniędzy ta „dobrowolność” polega na przymusie ekonomicznym zaciągania oprocentowanych długów). Zgodnie z cytowanym wielokrotnie twierdzeniem Arnolda Toynbee, ludzie którzy wprowadzili plan Sachsa-Balcerowicza postępowali według zasady: „ cały czas zaprzeczamy naszymi ustami temu. co robią nasze ręce”. Taka ekonomia to po prostu walka cywilizacji w łonie społeczeństwa.

    Nowy ekonomiczny paradygmat dobra to ekonomia jednolita cywilizacyjnie; nie ma tam walki cywilizacyjnej - jest solidarność suwerenność, empatia. Monetyzacja wzrostu gospodarczego czyli dodatkowe pieniądze (rodzaj premii dla całego społeczeństwa, za przyrost dób , rodzenie i wychowanie dzieci, edukację itp.) mogą być przeznaczone na budowę mieszkań (np. tzw. lokatorskich), takie mieszanie (np. 65m2) należy się każdemu młodemu małżeństwu, o ile wspólnota tak postanowi. Prawo do takiego mieszkania może też być zamienione na działkę budowlaną, jak ktoś chce zbudować sobie dom, albo może być zamienione na kwotę pieniężną jak ktoś chce kupić większe mieszkanie np. 95 m2 lub 115m2) Na tym polega solidaryzm społeczny, iż państwo służy ludziom, nie okrada ich, ani nie jest ich wrogiem, jak w przypadku zaborców lub władzy jednej cywilizacji nad drugą co jest zazwyczaj efektem walki cywilizacyjnej. Dzisiaj w Polsce rządzi cywilizacja lichwiarska (pochodząca z zachodu), w komunizmie była to cywilizacja turańska – wprowadzona przez Rosję (ZSRR). Czas wreszcie na nasza rodzimą cywilizację łacińską (w wersji wspólnot słowiańskich). Nie o nazwę tu zresztą chodzi ale o suwerenność polityczna finansową i współdziałanie dla dobra wszystkich ludzi.

    Jest jeszcze jeden mit, którym Pan się posługuje, bo zapewne ktoś to Panu wmówił:
    Cytat: „- to co pracownik wypracowuje, a pracodawca mu przekazuje, rząd dodrukowując pieniądze zabiera.” (koniec cytatu)

    Obecnie rządy nie drukują pieniędzy i nie dokonują emisji. Emisje prowadzą banki prywatne:
    1. po pierwsze prywatne banki komercyjne poprzez kreację pieniądza dłużnego w akcji kredytowej (rzekome pożyczki)
    2. po drugie prywatne banki centralne w formie druku banknotów. To prowadzi głownie FED i EBC. Polski NBP nie prowadzi emisji pieniędzy ani wydruku banknotów PLN. (poza monetami i banknotami okolicznościowymi stanowiącymi kompletny margines) NBP zleca wydruk PWPW tylko na zamówienie banków prywatnych – emisja jest zatem po ich stronie i jest zależna od zasobów dewiz, a te z kolei zależą od FED i EBC. Tak więc w efekcie o ilości pieniędzy w Polsce decydują prywatne banki wraz z FED i EBC – a nie rząd, który w ogóle nie ma żadnych uprawnień emisyjnych i nic nie może wydrukować w obecnym układzie (tak jak i NBP)

    (To tyle. Trzeba zachować rozsądne granice w perswazji. Nie wszystkim dany jest dar zrozumienia i nie wszyscy chcą porzucić błędne przekonania, z którymi zdążyli się utożsamić).
  • @Freedom 23:43:22
    Chyba, Panie Freedom, podstawową rzeczą jest stwierdzenie, czy wyrównywanie wzrostu towarów w obrocie zwiększaniem ilości pieniądza jest niezbędne, albo przynajmniej korzystne czy nie.
    Jeżeli jest, to oczywiście Pana propozycje są najlepszym rozwiązaniem.
    Jeżeli natomiast uznalibyśmy, że to nie jest potrzebne, to rozmawiamy po prostu o sposobach pobierania podatku.
    Pański sposób ma dużo zalet. Wychodzi na przeciw np. postulatowi Adama Smitha że podatek musi być taki, żeby płacący nie odczuwali jego obciążeń.
    Ja jednak skłaniam się do przeciwnego stanowiska; że podatek musi być właśnie odwrotnie - doskonale widoczny, żeby każdy wiedział ile płaci i co za te pieniądze otrzymuje.
    W tej chwili nikt nie wie dokładnie ile podatku płaci. Jedni twierdzą, że 95% inni, że 80% z innych wyliczeń wynika że 55%.

    Dlatego optuję za podatkiem pogłównym oraz od nieruchomości. Główny natomiast problem jest w ustaleniu zakresu wydatków. Oczywiście, że przy założeniu iż państwo ma się zajmować funkcjami socjalnymi, edukacją itd, a nie daj Boże jeszcze pobudzać wzrost gospodarczy, dbać o rozwój przedsiębiorczości to oczywiście potrzebne są zupełnie inne podatki niż pogłówny, bo on wtedy nie ma sensu.
    W takim przypadku ten inflacyjny nie byłby zły, a nawet bardzo dobry.
  • @imran
    Ostrzegałem Pana ;)

    > Pan Jacek oraz Pan Nikander rzeczywiście nie do końca sobie zdają
    > sprawę, że pieniądz to tylko umowny symbol wartości - i jego emisja w
    > żaden sposób nie zwiększa prawdziwego bogactwa.

    Bogactwo powstaje z pracy. Dla ułatwienia wymiany owoców naszej pracy używamy umownego symbolu: pieniądza.

    Nasi dwaj dyskutanci nie są w stanie sobie wyobrazić, że wzrost gospodarczy przy stałej ilości pieniądza w obiegu prowadzi do deflacji - czyli spadku cen na skutek rosnącej wartości pieniądza, spowodowanej tym, że ta sama ilość pieniądza symbolizuje coraz większe bogactwo, które wytwarzamy coraz efektywniej naszą pracą.

    Jestem pewien, że jak tylko to zrozumieją - wszystko stanie się jasne ;)
  • @imran 15:45:34
    Obaj wiemy, że wyrównywanie wzrostu emisją pieniądza NIE jest niezbędne.

    I słusznie Pan zauważa, że ja mówię "po prostu" o innym sposobie opodatkowania.

    Ale jego zalety są ogromne - i dlatego jest to prawdziwa innowacja - na przykład:
    - Tego podatku nie trzeba płacić, pobierać, rozliczać, księgować - bo on jest zupełnie bezobsługowy!
    - jest on praktycznie bezkosztowy - co nawet Nikander dostrzega - a koszt utrzymania obecnego systemu to KILKADZIESIĄT miliardów złotych. Nie rozumiem - jak można "nie schylić się" po takie sumy??!! Przecież to więcej niż wyniszą całe wpływy z PITu, więcej niż wynoszą odsetki od zadłużenia!!

    I równie słusznie Pan zauważa - że skoro ktoś uważa, że jednak należy wyrównywać wzrost gospodarczy emisją - to moja propozycja jest najlepszym i najsensowniejszym rozwiązaniem!
    (I dlatego nie kruszę kopii o samą "konieczność" emisji - bo nasi dyskutanci tym bardziej powinni widzieć, że jeden podatek emisyjny jest w tym przypadku doskonały)
  • @Freedom 16:45:10
    Mieliśmy w historii wyjątkowego ministra skarbu Jerzego Zdziechowskiego. Uważam, że jego książka "mit złotej waluty" powinna być literaturą obowiązkową. Jak Piłsudski szedł po władzę w maju 26-go roku żołdacka hołota przekrzykiwała z drugiej z drugiej strony mostu; " to Zdziechowski ma pieniądze, to on je schował". Poszło piłsudczykowskie żołdactwo i te pieniądze znalazło. Warszawskie knajpy i burdele zaroiły się oficerami. Szlag trafił fundusze, które Zdziechowski ściubił na przemysł zbrojeniowy. Następni ministrowie skarbu to wyjątkowi BBWR-owscy kretyni. Prawie przez cały czas złoty umacniał się do innych walut. Był wyjątkowo "twardy". Efekt: "bogaciliśmy" się, w 1939 tym roku mieliśmy rezerwy złota cztery razy większe niż potężne Niemcy a na wojnę pojechaliśmy na kobyłach.

    Panowie opamiętajcie się. Jeśli maci jakieś książki Miltona Friedmana, to urządźcie z nich ognisko, choćby w łazience.
  • @nikander 18:47:14
    ;) nie spadnij z krzesła Nikander - ale ja nie czytałem ŻADNEJ książki Friedmana (ale wiem o kogo chodzi oczywiście)
    Wszystko co piszę na blogu - to jest wynik prostej inżynierskiej myśli, obserwowania rzeczywistości i samodzielnego myślenia.

    Nie wiem w jakim kontekście opisałeś ten fragment historii - łatwiej mi Cię zrozumieć jak piszesz wprost - bo wtedy wiem o czym mówisz.
    "Mit złotej waluty" chętnie bym przeczytał, jeśli masz do pożyczenia.
  • @Freedom 19:00:13
    Można pogoglać "mit złotej waluty"

    Na początek trochę o tamtych czasach. http://www.historycy.org/index.php?showtopic=31965
  • @Jacek Rossakiewicz 15:26:53
    Panie Jacku, ponieważ w pana ostatnim komentarzu pojawiło się trochę zamieszania i pomieszania pojęć spróbujmy to uporządkować;

    Co to jest wolny rynek, państwo wolnorynkowe?
    Podstawą jest tu pojęcie wolności. Czym jest wolność? Wolność polega na tym, że nikt nie może podejmować wobec wolnego człowieka działań których on sobie nie życzy. Człowiek wolny może robić wszystko, co nie narusza wolności innych.
    Wolność to nie "róbta co chceta", to nie prawo do wszystkiego, a szczególnie prawo do naruszania wolności jednych (np. prawa własności) dla poprawienia losu innych.
    Z tej definicji wynikają inne ważne pojęcia;
    święte prawo własności, nietykalności osobistej, a później w ekonomi swobodnego zawierania umów.
    Prawo własności oznacza, że człowiek może dowolnie dysponować swoją własnością (w ramach uznawania wolności innych), czerpać z tej własności wyłączne korzyści, decydować o niej...

    Z tak pojętej wolności człowieka wynika definicja wolnego rynku. Nie ma wolnego rynku tam, gdzie tak pojęta wolność nie jest przestrzegana.

    Państwo wolnorynkowe opiera się na tym, że ludzie w takim państwie żyjący zgadzają się na to, że państwo przejmie rolę obrońcy tej wolności . Państwo posiada aparat przymusu, ma monopol na stosowanie przemocy, tylko i wyłącznie w celu ochrony wolności ludzi. Obrony przed zewnętrznym zagrożeniem wolności oraz wewnętrznym; pełniąc rolę arbitra pilnującego aby jedni nie naruszali wolności innych. Państwo takie nie może absolutnie naruszać wolności ludzi nawet w imię najbardziej szlachetnych celów.

    Aby te funkcje realizować państwo musi posiadać środki, które pozyskuje z podatków i to jest jeden wyjątek, w którym państwo narusza wolność (konkretnie prawo własności) ludzi w celu zebrania tych podatków. Podatki te mogą być wykorzystane na aparat stanowienia prawa, sądownictwo, policję, wojsko, administrację i parę innych niezbędnych do realizacji tych funkcji instytucji.
    Państwo takie nie może naruszać niczyjej własności w celu przekazania jej innym ludziom, ani do czegokolwiek poza wydatkami niezbędnymi do jego funkcjonowania.
    Państwo może stosować działania ograniczające wolność danego człowieka i wszystko, co z tej wolności wynika, tylko wtedy gdy jego działania zagrażają wolności innych ludzi.

    To jest według mnie esencja, z której wynika chyba dość jasno, że państwo jakie mamy obecnie jest tak samo dalekie od wolnego rynku jak to, co Pan proponuje. Już chociażby przez totalne ograniczanie prawa własności - prawa do dysponowania swoją własnością, prawa do czerpania z niej wyłącznych zysków, poprzez zabieranie własności jednych w celu przekazania jej innym (darmowe szkolnictwo, ochrona zdrowia, pomoc socjalna wspomaganie dotowanie inwestycji, działalności banków i wiele innych temu podobnych, poprzez wprowadzanie przepisów jawnie tą wolność ograniczających jak symboliczny już obowiązek zapinania pasów w swoim prywatnym samochodzie, zakaz palenie w swoim prywatnym barze, Kodeks Pracy uniemożliwiający zawarcie dowolnej dobrowolnej umowy pomiędzy wolnymi ludźmi itd...

    Pytanie teraz nie jest o to czy pan z tym wszystkim się zgadza bo wiem, że nie, ale czy nazwa "wolny rynek" nie pasuje o wiele bardziej do tego co ja pod tym rozumiem, niż do tego co Pan opisuje?

    Myślę, że już nie będzie Pan miał wątpliwości, że ja absolutnie nie przypisuję naszemu obecnemu państwu nazwy "wolnorynkowe". To jest być może "mafiokracja", "kapitalizm kompradorski" można stworzyć jakąś nazwę, ale nie wolny rynek.

    Ale to, co Pan proponuje jest jeszcze dalsze od tego ideału, więc dlatego zacząłem na Pana blogu się wypowiadać, bo takie mieszanie pojęć jest nie do przyjęcia.

    Można dyskutować który system jest lepszy; "wolny rynek" czy ten Pański nienazwany system; ja bym go nazwał "solidaryzmem społecznym", ale nie można nazywać deptania wolności - wolnością.

    To, co pobieżnie przeczytałem odnośnie Pana propozycji wydaje się tak absurdalne, że ponieważ sprawia Pan wrażenie rozsądnego i niegłupiego człowieka, tak bardzo nie mogę uwierzyć w to co czytam, że pan to pisze na poważnie, iż chyba będę musiał to dokładniej przestudiować; może rzeczywiście to ja czegoś nie rozumiem.
  • @imran 23:32:19
    Cytat: „może rzeczywiście to ja czegoś nie rozumiem” (koniec cytatu z Imran)
    Cieszę się z tego zdania, jest w nim nadzieja. Zdaje Pan sobie sprawę z pojęcia wolności i pewnie uważa Pan, że powinna on być powszechna, bo w innym przypadku jest to przywilej a nie wolność. Przywilej to brak wolności dzięki niemu jedni ludzie wykorzystują lub wyzyskują innych. Przywilej jest jak monopol. To samo dotyczy tzw. „świętej własności”, Jeżeli 10% ludzi posiada 90 % majątku społecznego, to czy jest to wolność , czy mamy to chronić? Tak aby wkrótce 5% miało 95 % majątku. Czy te 90 lub 95 % nie zostalo przypadkiem ograbionych, czy to z dobrowolnie zawieranych umów wynika to nagromadzenie własności u nielicznych? Czy raczej z podstępu finansowego? Prawo do wolności powinno być powszechne tak samo jak prawo do własności – nieprawdaż?

    Jeżeli się Pan z tym zgodzi to połowa Pana sukcesu. Wówczas zrozumie Pan, że rolą państwa jest dbać o to aby wolność i własność była powszechna. Różnice własności będą zawsze ale czy ma to 1 : 1 000 000 zł. może wystarczy 1 : 10 albo 1 : 100. Mądre państwo i mądrzy obywatele dostrzegą, iż dobrowolność umów nie może polegać na nieograniczonym wyzysku i podejmą kroki przeciwdziałające takiemu zubażaniu znakomitej większość,i przez nieliczną grupę ludzi.

    Mądre decyzje polegają także na tym iż nie odbiera się zamoznym ludziom majątku, ale uposaża innych z owoców ich własnej pracy. Można i należy stworzyć taki system finansowy, który wynagradza pracę rzesz ludzi w sposób gwarantujący sprawiedliwy podział zysków a nie przejmowania ich przez nielicznych (na zasadzie samowoli nazywanej dla niepoznaki „dobrowolnością”) Monetyzowanie przyrostu dóbr nie oznacza ingerencji w poziom plac ani w ceny, ale dysponowanie wypracowaną nadwyżką. Prawdopodobnie nie rozumie Pan pojęcia monetyzacja i utożsamia je z jakimś podatkiem lub odbieraniem ludziom wartości ich pieniądza (tak było kiedyś w czasach pieniądza z parytetem kruszcu: wówczas każdy dodruk zmniejszał porcje złota przypadającą na dolara). Dzisiaj kiedy nie ma parytetu zlota emisja jest porównywalna do ilości wszystkich dóbr. Może być za mała , za duża lub w sam raz. Ta oparta na parytecie gospodarczym celuje w wartość „w sam raz” nie rodzi inflacji ani deflacji. Zastępuje kreacje długów i czyni umowy dobrowolnymi . Jest to podstawa troski o wolny rynek. Solidaryzm społeczny i wolny rynek idą w parze. Monetyzacja nikomu nic nie zabiera a pozwala żyć i realizować ludziom wszelkie potrzebna zadania.

    Jeżeli te rozważania sa dla Pana zbyt abstrakcyjne niech wyobrazi Pan sobie dziecko które ma 1.5 litra krwi w organizmie i człowieka dorosłego który ma tej krwi ok. 5,5 litra. Monetyzacja gospodaki to w tym przykładzie produkcja krwi . Im większy organizm tym więcej potrzebu je środków transportujących wartości odżywcze (środków rozliczeniowych w przypadku gospodarki pieniężnej) Przyrost krwi w organizmie człowieka i przyrost środków rozliczeniowych w rozwijającym się organizmie gospodarczym to to samo naturalne zjawisko. Nie oznacza to przetaczania krwi od innych, ludzi tylko zdolność organizmu do jej produkowania i tylko w ilościach właściwych, bez niedoboru lub nadmiaru, bo to jest niebezpieczne i grozi chorobą.

    Powinien Pan rozumieć iż wolny rynek to cos o co trzeba dbać, że on nie istnieje sam przez się. Sam przez się on może się tylko rozregulować, może i nastepuje koncentracja kapitału i bogactwa przez coraz mniejsze grono uprzywilejowanych. Pozdrawiam w nadziei na to, iż te nowe idee, które powinny być rozumiane powszechnie, przebiją się do Pana świadomości.
  • @Freedom 15:59:48
    Freedom napisal: 09.02.2012
    Pan Jacek (oraz Pan Nikander) rzeczywiście nie do końca sobie zdają
    sprawę, że pieniądz to tylko umowny symbol wartości - i jego emisja w
    żaden sposób nie zwiększa prawdziwego bogactwa.

    Bogactwo powstaje z pracy. Dla ułatwienia wymiany owoców naszej pracy używamy umownego symbolu: pieniądza.


    Jar napisal kwiecień 2011:
    4. […] Zasadą nowej architektury finansowej jest emisja pełnowartościowego pieniądza Pro Publico Bono, nie będącego długiem i wolnego od oprocentowania, emisja mająca pokrycie w ludzkiej pracy oraz w jej efektach.
    6. Jednym z podstawowych dóbr, jakie może świadczyć człowiek jest praca. To praca, jako wspólne dobro organizujące wysiłek wielu ludzi, daje dobrobyt obywatelom. Na pracy ludzkiej opiera się pieniądz, będący jej uprzedmiotowieniem oraz stanowiący własność całego społeczeństwa – co zapisane jest w Konstytucji w artykule 1; Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.
    http://www.rzeczynowe.pl/program.html

    Nie twierdzę, że Freedom przepisał swoje twierdzenie z tekstu umieszczonego na moim (naszym) portalu Rzeczy Nowe, ale twierdze że jego zarzuty są nieuzasadnione.

    Ponadto

    Freedom napisał: "Nasi dwaj dyskutanci nie są w stanie sobie wyobrazić, że wzrost gospodarczy przy stałej ilości pieniądza w obiegu prowadzi do deflacji - czyli spadku cen na skutek rosnącej wartości pieniądza, spowodowanej tym, że ta sama ilość pieniądza symbolizuje coraz większe bogactwo, które wytwarzamy coraz efektywniej naszą pracą."

    Deflacja to nie jest stala ilość pieniadza ani spadek cen poprzez wzrost gospodarczy. Deflacja to spadek ilości pieniadza powodujący trudnosci zaaopatrzeniowe i kryzys gospodarczy. Spadek cen moze ale nie musi byc wskażnikiem deflacji. WSkaznikiem deflacji jest niedobór pieniadza na rynku i ubożenie rszerokoch rzesz ludzkich. Freedom nie rozumie pojęcia deflacji. Przeoczył ponadto mój komentarz do jego teorii:

    cytat: Skomentowalem Pana teorię dotyczącą deflacji w temacie pod wyszczegolnionym linkiem - tam gdzie ją Pan opisał:
    http://freedom.nowyekran.pl/post/36018,fenomen-deflacji-i-inflacji-teoria-normalnosci.
    w/g Jacek Rossakiewicz 09.02.2012 03:48:13

    Ten brak zrozumienia czym jest deflacja i brak zrozumienia potrzeby monetyzacji wzrostu gospodarczego pozwala Freedom' owi (niestety)upowszecniać błędne wyobrażenia ekonomiczne.
  • SPRZECZNOŚĆ !!!
    Punkty 2 i 5 są ze sobą SPRZECZNE !!!

    Bo odsetki są przecież DOBROWOLNIE ustalane przez strony transakcji ...

    ad 6.: W Wolnym Rynku NIE JEST WAŻNE, czym się kierują ludzie w swojej działalności.

    Polecam opowieść "The Pencil" ...

    I w ogóle zalecam lekturę Frederica Bastiata
  • @Ultima Thule 07:36:59
    Cytat:
    Punkty 2 i 5 są ze sobą SPRZECZNE !!!
    Bo odsetki są przecież DOBROWOLNIE ustalane przez strony transakcji ...
    Koniec cytatu.

    Zatem pronuję: udać sie do banku i ponegocjować odsetki :)

    Postulaty 2 i 5 mówią o czymś innym, wraz z pozostałymi postulatami zawierają wiedzę o tym co warto uczynić aby zmienić archaiczny i niesprawiedliwy system finansowy.
  • @Jacek Rossakiewicz 13:09:22
    branie kredytu w banku NIE JEST OBOWIĄZKOWE ...
  • @nikander 22:00:35
    // Ad.1 Mówimy o bankowości bezodsetkowej takiej jaka panuje w krajach arabskich. //

    Zasady kredytu halal dość dobrze znam - chętnie się podzielę - być może z pożytkiem dla zainteresowanych.
    W islamie jest zakaz, aby "pieniądz robił pieniądz" - traktowany bardzo dosłownie. Ale jest wolność umów handlowych.
    Z tego wynika, że jeśli obie strony się zgadzają - można się umówić na płatności ratalne.
    Z tego wynika, że jeśli obie strony się zgadzają - można się umówić, że przy płatności ratalnej - suma będzie większa niż przy jednorazowej.
    Zatem dozwolone jest, aby bank zakupił dla mnie np. samochód od kogoś, kto nie chce sprzedać na raty, a następnie - odsprzedał mi go na raty - choć za większą sumę.

    Co zrobić, jeśli chcę wziąć kredyt na różne rzeczy - tak, że trudno jest zastosować powyższy schemat?
    Islam pozwala na wszelkie transakcje, pod warunkiem, że są "prawdziwe".
    Bank może kupić np. tonę ryżu na giełdzie towarowej i mi ją sprzedać na raty - a ja mogę ją sprzedać od razu - i w ten sposób mam kasę teraz, którą zwracam - z procentem po jakimś czasie. Istotne jest to, że gdzieś w tle musi być prawdziwa wymiana towarowa - jakieś konkretne ziarenka ryżu, które zmieniają właściciela.

    Nie wiem, czy to wystarczające zabezpieczenie przed lichwą, czy też - obejście jej zakazu?
  • @Jacek Rossakiewicz i Imran
    - dyskusja o wolności / wolny rynek itp. pojęcia

    Mam wrażenie, że niechcący omijacie ważny moment w Waszej dyskusji.
    Rozważacie jaki system zapewnia wolność - czy z redystrybucją, czy bez itd.
    Ale przecież wszystko tu polega na dobrowolności umowy, która legitymizuje państwo. Jeśli ludzie zgadzają się i chcą, aby państwo w ich imieniu opiekowało się biednymi - to państwo może to robić nie naruszając wcale niczyjej wolności.
    Poziom wolności jaki jest obecnie nie zależy od tego, co robi rząd, jakie jest prawo, jakie regulacje i zasady działania aparatu państwowego, tylko od tego - czy ludzie uważają, że jest to wszystko zgodne z ich wolą, czy nie.
    Wolność nie jest podstawową kategorią aksjologiczną - mam wrażenie, że wpadacie w pułapkę pod tytułem "wolniejszy ustrój jest lepszy" - i udowadniacie czyja koncepcja zapewnia większą lub prawdziwą wolność ("wolniejszy system").
    Powtarzam - kluczowe jest to, który system jest lepszy - a sprawa wolności sprowadza się do tego, czy ludzie chcą takiego systemu, czy nie.
    Mówiąc obrazowo - gdyby 100% ludzi chciało powrotu socjalizmu, to realizacja ich wolności polegałaby na tym, że państwo ten postulat by zrealizowało.
  • @Asadow 23:00:42
    co mam nadzieję - nie nastąpi ;-)

    Bo aby być w pełni wolnym trzeba jeszcze opierać się na prawdzie, a przekonanie, że socjalizm (w wydaniu z lat minionych) jest dla kogoś dobry jest sprzeczne z prawdą.
  • @Asadow
    > W islamie jest zakaz, aby "pieniądz robił pieniądz" - traktowany bardzo
    > dosłownie. Ale jest wolność umów handlowych.

    W nauczaniu Jezusa jest dokładnie tak samo. To nie jest sprawa samego wyznania - tylko raczej wiernych.

    Podejrzewam, bo tu nie mam żadnej wiedzy, że w Islamie najważniejszy dla wiernych jest Koran.
    Gdyby katolicy z taką samą powagą traktowali Pismo Święte - jak muzułmanie Koran - bo też mielibyśmy normalne prawo - a nie ustrój niewolniczy.
    Mam jednak nieodparte wrażenie, że dla gorliwego katolika znacznie ważniejszy jest kult męki i katechizm kościoła lub "radio Maryja" - niż nauczanie Jezusa.

    I piszę te słowa z przykrością...
  • @Freedom 23:42:19
    //W nauczaniu Jezusa jest dokładnie tak samo. //
    W którym miejscu?
    W ST - zgoda, ale w Ewangelii?

    //Mam jednak nieodparte wrażenie, że dla gorliwego katolika znacznie ważniejszy jest kult męki i katechizm kościoła lub "radio Maryja" - niż nauczanie Jezusa.//
    Też tak kiedyś myślałem. Jest to wynik pychy. Zapewniam, że nie jedna "moherowa babcia" potrafiłaby nas zawstydzić głębią swojego przeżywania wiary i zrozumieniem nauki Chrystusa.
    Radio Maryja jest ważne, ale w zupełnie inny sposób. Przecież tym właśnie się w znacznej mierze zajmuje - głoszeniem słowa Bożego - nauczania Jezusa i modlitwą. Jest ostoją wolności słowa i wyłomem w monopolu dostępu do środków społecznego przekazu. Nie bez powodu jest atakowane.
  • @Asadow 00:43:41
    Pan Jezus NIGDY nie mowil odwrotnie do tego co jest w ST!
    Wypelnial, a nie zmienial!
  • @bar-bara 01:02:36
    odpowiadam notką - bo jest to zupełnie inny temat niż ten w notce Autora - gospodarza tego miejsca.

    Umieściłem ją w K.Katolicki, ale nie zamierzam Cię tam banować - jeśli zechcesz odpowiedzieć. Pod warunkiem, że będziemy rozmawiali merytorycznie, szanując się na wzajem.

    http://asadow.nowyekran.pl/post/52100,trudny-fragment-starego-testamentu

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY

więcej